W ostatnich dniach branżą gamingową wstrząsnęła wiadomość, która na długo zapisze się w historii – Electronic Arts zostało sprzedane. Choć to wielki koncern z tradycjami, nadszedł moment, w którym opuszcza on parkiet giełdowy i wchodzi w nową erę jako spółka prywatna. Ale co dokładnie się wydarzyło i kto za tym stoi?
Złoty czek na 55 miliardów dolarów
W komunikacie prasowym EA ogłosiło, że podpisało „definitywną umowę” sprzedaży spółki konsorcjum inwestorów: Public Investment Fund (PIF) – saudyjski fundusz państwowy, Silver Lake, a także Affinity Partners kierowane przez Jareda Kushnera.
Wartość tej transakcji to aż 55 miliardów dolarów, co czyni ją rekordową w historii zakupów typu take-private (przejęcie spółki publicznej i przekształcenie w prywatną).
Obecni akcjonariusze EA otrzymają 210 USD za każdą akcję – to niemal 25 % premii w stosunku do notowań sprzed ogłoszenia sprzedaży.
Do transakcji zostanie dopłacony kapitał własny w wysokości około 36 miliardów dolarów, a reszta finansowana zostanie długiem – 20 mld USD zobowiązań, z których 18 mld ma być uruchomione już przy zamknięciu transakcji.
Kto stoi za zakupem?
- PIF (Public Investment Fund) – saudyjski fundusz państwowy, który już wcześniej posiadał 9,9 % akcji EA. W ramach nowej umowy „przewija” swoje udziały do transakcji.
- Silver Lake – znana firma private equity, która ma doświadczenie w inwestycjach technologicznych i mediowych.
- Affinity Partners – firma inwestycyjna założona przez Jareda Kushnera, która także angażuje kapitał z Bliskiego Wschodu.
Transakcja będzie musiała przejść przez akceptację regulatorów i formalną zgodę akcjonariuszy EA. Jeśli wszystkie warunki zostaną spełnione, zamknięcie transakcji planowane jest na pierwszy kwartał fiskalnego roku 2027.
EA – od studia do giganta rozrywki
Historia Electronic Arts sięga 1982 roku, kiedy to Trip Hawkins założył firmę w Kalifornii. Z początku studio było pionierem spojrzenia na gry jako formę rozrywki łączącej artystyczne wizje twórców z technologią. Z czasem EA stało się wydawcą i inwestorem wielu studiów (m.in. zakup studia BioWare, DICE, Maxis), budując portfolio tytułów takich jak The Sims, Battlefield, FIFA / EA Sports FC, Madden NFL i wielu innych.
Przez lata EA budowało model oparty nie tylko na sprzedaży pudełkowej czy cyfrowej, ale też na przychodach z mikropłatności, DLC, usług online. To pozwoliło firmie utrzymać się na szczycie w branży, ale też napędzało krytykę dotyczącą monetyzacji, bilansu kreatywności i nacisków wydawniczych.
Nie jest tajemnicą, że EA w ostatnich latach mierzyło się z wyzwaniami – presją na rozwój nowych technologii (w tym AI), zwiększonym kosztem produkcji gier AAA, a także falami krytyki graczy.
Co dalej? Cień długu i nadzieja na nowy rozdział
Przejęcie przez konsorcjum inwestorów oznacza, że EA opuści parkiet giełdowy – nie będzie już musiało tłumaczyć się codziennym wahaniom kursu akcji, planami kwartalnymi czy oczekiwaniami inwestorów publicznych. To może dać firmie większą elastyczność w podejmowaniu ryzykownych, długoterminowych decyzji.
Z drugiej strony, struktura transakcji – duży udział długu – stawia wyzwanie: EA będzie musiało generować wystarczające przepływy pieniężne, by obsługiwać zobowiązania. W przeszłości wiele biznesów zaciągających ogromne długi przechodziło w kryzysy, gdy rynek się schładzał.
Mówi się też o możliwych zmianach strategicznych – większym wykorzystaniu AI, skupieniu się na najbardziej dochodowych markach, być może odejściu od projektów niszowych lub eksperymentalnych.
Warto pamiętać, że Andrew Wilson, obecny CEO EA, ma pozostać na stanowisku po sfinalizowaniu transakcji.




