Jeszcze kilka lat temu branża gier była pełna złowieszczych przepowiedni: single-player umiera, wszystko będzie online, bez multiplayera nie istniejesz. Faktycznie – rynek zalewały gry-usługi, battle royale, kooperacyjne strzelanki i MMO. Ale wiecie co? Gry dla jednego gracza nie tylko przeżyły, ale mają się lepiej niż kiedykolwiek.
Najpierw była panika
W czasach dominacji lootboxów, sezonów i mikropłatności, wielu wydawców odwróciło się od tradycyjnych kampanii single-player. No bo przecież „gracze chcą grać razem”, „gra musi mieć endgame”, „gra ma zarabiać latami”. EA nawet kiedyś powiedziało wprost, że „ludzie już nie chcą gier single-player”. I co? Pojawił się God of War (2018), który pozamiatał. The Witcher 3 dalej był na ustach graczy. A Red Dead Redemption 2 udowodniło, że można zrobić ogromny, piękny świat, który wciąga solo bardziej niż niejedno MMO.
Potem przyszedł renesans
W ostatnich latach dostaliśmy istny wysyp świetnych gier single-player. Elden Ring, Baldur’s Gate 3, Spider-Man 2, Starfield, Hogwarts Legacy – wszystkie te tytuły skupiły się na jednym graczu. I gracze to pokochali. Nie ma matchmakingu, nie trzeba czekać na znajomych, nie ma toksycznego czatu. Po prostu Ty i świat gry.
Co więcej – wiele z tych gier sprzedało się lepiej niż ich sieciowi konkurenci. Baldur’s Gate 3, gra niemal oldschoolowa, zdobyła tytuł Gry Roku 2023 i pokazała, że historia, wybory i immersja wciąż mają moc.
Dlaczego single wciąż działa?
- Wolność tempa – grasz kiedy chcesz, jak chcesz, pauzujesz kiedy chcesz.
- Silna narracja – opowieść pisana dla Ciebie, nie dla tysiąca graczy jednocześnie.
- Zero presji – nikt Ci nie krzyczy w słuchawkach, że nie zrobisz DPS-a.
- Poczucie kontroli – świat się kręci wokół Ciebie. Dosłownie.
Czy to znaczy, że multi jest złe?
Nie! Multiplayer żyje i ma się dobrze – Helldivers 2, Fortnite, Warzone, Valorant – to tytuły, które mają swoje ogromne społeczności. Ale ważne, że rynek się zrównoważył. Teraz nie trzeba wybierać między „grą do pogrania wieczorem samemu” a „grą do tryhardowania z ekipą”.
Co dalej?
Wielu deweloperów wraca do single-playera z pełnym przekonaniem. CD Projekt RED robi Wiedźmina 4, Ubisoft kombinuje z Assassin’s Creed: Red, a Bethesda… no cóż, wciąż leczy kaca po Fallout 76, ale Starfield to krok we właściwą stronę.
Technologia AI i narracji proceduralnej może w przyszłości sprawić, że gry solo będą jeszcze bardziej osobiste, bardziej dynamiczne i jeszcze mniej przewidywalne. I to jest ekscytujące.
Podsumowując
Nie, single-player nie umarł. Nie dogorywa. Nie trzyma się resztką sił.
Single-player żyje, kopie tyłki i wrócił z tarczą.
Jeśli kochasz grać w swoim tempie, bez presji i z dobrą historią – to świetne czasy, by być graczem.




