Reanimal – mrok, echo i współzależność, której zabrakło

Na tegorocznym Poznań Game Arena stoisko twórców Reanimal przyciągało jak światło ćmy. I choć w tej grze to właśnie światło stanowi towar deficytowy, trudno było oderwać wzrok od tego, co oferuje – gęstego, dusznego klimatu, w którym każda sekunda ciszy wydaje się zapowiedzią czyjegoś oddechu tuż za plecami.


Mrok, który gra pierwsze skrzypce

Świat Reanimal to nie kolejne postapokaliptyczne ruiny ani klasyczny survival horror. To bardziej interaktywna klaustrofobia – przestrzeń ograniczona ciemnością, w której światło jest jednocześnie narzędziem przetrwania i zdradą obecności. Minimalistyczna oprawa wizualna, z silnym kontrastem i oszczędną paletą barw, buduje nastrój napięcia skuteczniej niż dziesięć jump scare’ów. Każdy krok jest tu decyzją, każdy ruch latarni – ryzykiem.


Kooperacja wpisana w strukturę

Najmocniejszym elementem Reanimal jest kooperacja, nie w sensie wymuszonej wspólnej gry, ale organicznej współzależności między graczami. Twórcy zrezygnowali z klasycznego systemu ról – tu nikt nie jest medykiem, zwiadowcą czy tankiem. Każdy jest równie bezradny wobec ciemności. W teorii to ciekawy pomysł – w praktyce jednak sprawia, że współpraca traci wymiar strategiczny.

Wspólne przetrwanie sprowadza się głównie do synchronizacji ruchów i dzielenia światła, które daje latarnia lub zapałka. To buduje napięcie, ale też obnaża brak różnorodności – gdy każdy z graczy robi to samo, trudniej o prawdziwe poczucie zespołowości.


Zręczność w cieniu grozy

dużo miejsca w Reanimal zajmują elementy zręcznościowe, choć w demie, które ogrywaliśmy na PGA, rozgrywka była raczej statyczna i skupiona na precyzji niż dynamice ruchu. Kluczowe okazało się utrzymanie rytmu i kontroli postaci – odpowiedni moment na zapalenie światła, zsynchronizowane ruchy z partnerem. Każdy gest miał znaczenie, a najmniejszy błąd mógł kosztować życie.


Światło jako waluta i symbol

Najbardziej symboliczny aspekt gry to światło – jedyny zasób, który naprawdę ma znaczenie. Ilość światła, jaką daje twoja latarnia lub zapałka, definiuje zarówno twoją siłę, jak i zasięg interakcji z innymi. To pomysł prosty, ale skuteczny: im więcej światła, tym więcej odwagi… i tym większe ryzyko, że coś cię zobaczy.

Szkoda jednak, że różnice między postaciami sprowadzają się tylko do ilości światła, jakie generują. Brak umiejętności czy indywidualnych cech sprawia, że po kilku rozgrywkach zaczyna się tęsknić za czymś, co nadawałoby drużynie tożsamość – za dynamiką wynikającą z faktycznej zależności między bohaterami.


Podsumowanie

Reanimal to projekt z ogromnym potencjałem: gęsty klimat, przemyślany dźwięk, napięcie budowane nie krzykiem, a ciszą. Kooperacja i mechanika światła tworzą oryginalny fundament, choć na razie widać w nim jeszcze niedokończoną strukturę relacji między graczami.

Jeśli kolejne wersje rozwiną system postaci i pogłębią asymetrię ról, Reanimal może stać się jednym z ciekawszych horrorów kooperacyjnych ostatnich lat. Póki co – to mroczna, niepokojąco wciągająca podróż, którą warto odbyć, nawet jeśli nie zawsze prowadzi w nowe miejsca.

Ocena redakcji: 8 / 10
Za klimat, pomysł i mechanikę światła. Minus za brak głębi w konstrukcji postaci i ograniczoną różnorodność rozgrywki.

Przewijanie do góry