Na tegorocznym Poznań Game Arena mieliśmy okazję zagrać w Valor Mortis — jeden z najbardziej obiecujących soulslike’ów, jakie pokazano w ostatnich miesiącach. Już po kilku minutach z demem było jasne, że to nie kolejna gra, która udaje trudność. To tytuł, który naprawdę wymaga skupienia, cierpliwości i szacunku dla każdego starcia.
Świat, który nie potrzebuje słów
Świat Valor Mortis to mroczna, alternatywna Europa XIX wieku – naznaczona wojną, chorobą i nadprzyrodzonym złem. Monumentalne ruiny, zapomniane pola bitew i zniszczone miasteczka budują atmosferę przygniecenia, ale też fascynacji. To świat, który opowiada historię nie przez dialogi, lecz przez szczegóły – przez sposób, w jaki światło pada na zbroję, przez zardzewiałe działa stojące w ciszy, przez echo kroków w opustoszałych korytarzach.
Już samo eksplorowanie daje satysfakcję – tempo gry jest spokojne, miejscami kontemplacyjne, a mimo to każdy zakręt wywołuje napięcie. Valor Mortis nie goni za tempem akcji. Tu ważniejsze jest wyczekiwanie i obserwacja, a nie pośpiech.
Walka: precyzja, kara i satysfakcja
To właśnie system walki sprawia, że Valor Mortis błyszczy. Starcia są brutalne, ale nie chaotyczne – wymagają dokładności, refleksu i zrozumienia rytmu. Każdy atak ma ciężar, każdy błąd jest kosztowny, a każde udane parowanie daje satysfakcję porównywalną z pokonaniem mini-bossa.
Twórcy doskonale uchwycili balans między trudnością a sprawiedliwością. Walka nie jest przesadnie szybka, ale każda sekunda napięcia ma znaczenie. W demie testowaliśmy zarówno broń białą, jak i palną, a także nadprzyrodzone moce pozwalające chwilowo odwrócić losy starcia. Wszystko działało z zaskakującą płynnością i dbałością o szczegóły.
Mechaniki, które wciągają od pierwszego starcia
Demo prezentowało podstawowe założenia rozgrywki: parowanie, uniki, system zarządzania wytrzymałością oraz moce specjalne. Już w tej wersji czuć było potencjał na głębsze rozwiązania RPG-owe – rozwój postaci, dobór stylu walki, różnorodność broni i ich wpływ na tempo potyczek.
To, co wyróżnia Valor Mortis, to spójność – wszystko ma swoje miejsce. Od ciężaru postaci po dźwięk stali, od płynnych animacji po rytmiczny oddech bohatera po walce. Ta gra nie tylko wygląda dobrze, ale też brzmi i „czuje się” dobrze – każda klatka animacji współgra z tempem rozgrywki.
Świat twardy jak stal, ale uczciwy
Trudność w Valor Mortis nie wynika z przesady, lecz z konsekwencji. To gra, która nagradza cierpliwość i karze pośpiech. Każdy przeciwnik ma swoje wzorce, a nauka ich zachowań to część satysfakcji.
To dokładnie ten rodzaj wyzwania, który sprawia, że po udanym starciu czujesz nie tylko ulgę, ale i dumę. To gra, która nie boi się wymagać od gracza – i właśnie dlatego tak wciąga.
Nie wszystko jednak lśni stalowym blaskiem
Choć Valor Mortis wywołało na nas bardzo pozytywne wrażenie, nie obyło się bez zastrzeżeń. Pacing w niektórych fragmentach dema wydawał się zbyt zachowawczy – momentami brakowało płynnego przejścia między eksploracją a walką. Czasem też animacje przeciwników wyglądały jeszcze nie do końca dopracowanie, przez co traciło się rytm pojedynku.
Pewien niedosyt pozostawiła również ograniczona interaktywność otoczenia – świat wygląda imponująco, ale póki co stanowi raczej tło niż przestrzeń, z którą można wejść w głębszą relację. To drobiazgi, które jednak warto dopracować, jeśli gra ma w pełni wykorzystać swój potencjał.
Podsumowanie
Valor Mortis to tytuł, który nie udaje rewolucji, ale pokazuje, że wciąż można zrobić soulslike z duszą i charakterem. Alternatywny XIX wiek, mroczny klimat, wymagający, ale satysfakcjonujący system walki – wszystko to tworzy grę, która potrafi wciągnąć na długie godziny.
Jeśli pełna wersja rozwinie zapowiedziane wątki i pogłębi system RPG, możemy mieć do czynienia z jedną z najciekawszych gier tego gatunku w najbliższych latach.




