Replaced – pierwsze wrażenia. Czy deweloperzy śnią o perfekcji?

Na wstępie od razu czuć, że to list miłosny do prozy Philipa K. Dicka a tym bardziej jej filmowej adaptacji Blade Runner, choć też czuć naleciałości innych dzieł o dystopijnej przyszłości, jak Mad Max.

W samej historii gry Sad Cat Studios wcielamy się w syntetycznego człowieka, który w sposób nie do końca umyślny został zmuszony opuścić bezpieczne miasto i trafić „za mur”, gdzie o pierwiastek człowieczeństwa nie jest łatwo. Mimo przeciwwskazań jego celem jest dokonać niemożliwego i wrócić do miasta.


No dobra, ale jak się w to gra.

Produkcja jest w swoich głównych założeniach starym dobrym kinowym platformerem, gdzie czuć ciężar postaci, a jego sekwencje wspinaczki i ucieczek są obdarzonego dozą realizmu. Czuć, że twórcy się inspirowali takimi klasykami jak Another World choć w szczególności sam początek przypomniał mi w dobry sposób rewelacyjne Inside. Poza łażeniem w prawo gra jest okraszona częstymi sekwencjami walki wręcz – tu pozytywne zaskoczenie, bo jest to swego rodzaju adaptacja systemu walki z batmanowej serii Arkham, gdzie postać sama doskakuje do przeciwników, przerywa ataki wrogów kontrą lub dynamicznie unika ich dobrze zasygnalizowanych ciosów. Cieszy tu przede wszystkim spora płynność walki, dzięki czemu nie czuć, że jest nieresponsywna lub toporna. Cieszy również to, że z czasem dochodzą do walki nowe ruchy, które urozmaicają rozgrywkę.


Elementy przygodowe i otwarty obszar

To co mnie bardzo zaskoczyło, to fakt, że gra też ma element przygodówkowe. Niedługo po pierwszym rozdziale trafiamy do sporej otwartej lokacji pełnej npc chętnych do pogadania lub chcących nam zlecić proste zadania typu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Jest to naprawdę miła odmiana po pełnych adrenaliny sekwencji akcji. Choć tutaj też tu wychodzi mój największy zarzut. Z tych moich 3 godziny rozgrywki, czyli tempo, duża otwarta lokacja – Replaced zamiast dać poczucie złapania oddechu, potrafiło uśpić podczas nocnych sesji, w czym też nie pomagają mało dynamiczne dialogi czy nie zawsze wnoszące opisy. Dodatkowo gra jest utkana masą znajdziek – co prawda na pochwałę idzie, że zdecydowanie potrafią fajnie rozbudować świat gry, a ich wizualne podanie jest skąpane retro futuryzmem a ich częstotliwości jest naprawdę duża. Niestety dochodzi nawet do takich kuriozów, jak zatrzymanie się w miejscu tylko po to, by zeskanować kolejne przedmioty czy artykuły. Niestety potrafi to nieco wyhamować tempo, przez co wydaje się, że gra wolno się rozkręca. Czuć tu długi czas powstawania i jej ciągłego rozwijania.


Detale, światło i klimat – siła Replaced

A propo czasu powstawania – od razu czuć, na co głównie poszło 8 lat produkcji, czyli oprawa audio wizualna. Gra jest w stylistyce pixel hd znanego z gier Square Enix jak Octopath Traveler. Naprawdę muszę przyznać, że to najwyższy poziom, jaki jest na rynku. Ilość detali w lokacjach i na postaciach, mnogość świetnych i unikalnych animacji, masa efektów graficznych i zabawy oświetleniem czy samym widokiem, świetne udźwiękowienie wraz z przyjemną muzyką gdzie ośmiominutowy motyw spokojnego peronu można słuchać w kółko. Oprawa to największy atut Replaced i naprawę samo chodzenie w prawo i podziwiania pracy grafików potrafi przykryć wiele wad.


Tempo i rozwleczone momenty

Aby nie było za słodko, to poza tempem o którym już wspominałem, przeszkadzają inne rzeczy – czasem brak czytelności lokacji, czy to ze względu na przeładowanie treścią, czy monotonną kolorystyką, ale na szczęście nie jest tego dużo na ten moment. Poza tym absurdalny brak pomijania scenek lub ich przyśpieszania, co potrafi wkurzać przy dłuższych dialogach lub gdy się powtarza starcie zaczynającą się paru sekundową scenką.

Pro forma wspomnę, że gra na konsoli Xbox Series X chodzi tak jak się spodziewałem, czyli perfekcyjnie. Wyświetla się w pełnym 4k bez żadnego skalowania rozdzielczości oraz w stałych, nie zachwianych 60 klatkach animacji.


Pierwsze wrażenia – czy warto?

Ogólnie odczucia mam naprawdę bardzo dobre, czuć miłość do cyberpunku oraz masę pracy, z czym też współgra dobrze wyważona rozgrywka na średnim poziomie trudności. Na pewno będę grać dalej. Polecam miłośnikom gatunku czy tego typu klimatów, tym bardziej, że tytuł jest poniżej stówy, a i jest w abonamencie Game Pass (gdzie sam w ten sposób sprawdziłem tytuł), a sam czas rozgrywki podobno jest na około 8-10 godzin.


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry