„Mortal Kombat. Flawless Victory”. Historia najkrwawszego turnieju świata gier [RECENZJA] 

Nie istnieje chyba gracz, który nigdy nie spotkał się z nazwą „Mortal Kombat”. Jedna z najsłynniejszych serii gier typu bijatyka od ponad 30 lat szokuje i bawi kolejne pokolenia graczy swoją groteskową brutalnością i równie zajmującą, co zawiłą fabułą. I choć legenda tytułowego turnieju rozpoczęła się jeszcze na automatach arcade, przez kolejne dekady bohaterowie „Mortal Kombat” stopniowo dotarli na niemalże każdą platformę do gier i nie tylko. Seria, ciesząca się niesłabnącą popularnością, liczy w tym momencie 11 głównych odsłon, sporo spin-offów i liczne występy gościnne w innych mediach – w formie filmów, komiksów czy seriali animowanych. Zresztą nie trzeba szukać daleko, bo już raptem za kilka tygodni na ekrany kin wejdzie wysokobudżetowy „Mortal Kombat 2” od Warner Bros. Ian Flynn, autor „Flawless Victory”, za temat swojej książki bierze właśnie kulisy „Mortal Kombat” od pierwszej  odsłony z 1992, a całość – nie bez przyczyny nazwaną na okładce „ilustrowaną historią kultowej serii” – okrasza licznymi grafikami, w tym screenami i concept artami wczesnych wersji lokacji czy bohaterów serii. Przyjrzyjmy się, jak wypada nowa pozycja od Wydawnictwa Gamebook. 


Nie kompendium, a efektowny album 

Duży format 33×24 sprawia, że „Mortal Kombat: Flawless Victory” trudno zmieścić na półce, a jeszcze trudniej zabrać ze sobą w drogę gdyż, jak album rodzinny, jest ciężka i nieporęczna. Książka prezentuje się naprawdę okazale, ale do tego Gamebook zdążył już nas w Polsce przyzwyczaić – dość powiedzieć, że papier kredowy i twarda okładka z minimalistycznie, ale elegancko wklejonym logo MK naprawdę robi tu solidną robotę. Jak jednak jest z samą zawartością? Cóż, to już zależy od tego, czego się od „Flawless Victory” oczekuje. Jako laik „Mortal Kombat” sięgnąłem po książkę głównie motywowany chęcią poznania jak najwięcej szczegółów dotyczących serii, która w trakcie dotychczasowych, gamingowych wojaży przechodziła mi raczej koło nosa. I choć wyciągnąłem z lektury wiele interesujących rzeczy, nie da się ukryć, że jest to raczej pozycja uzupełniająca dla największych fanów i ciekawostka w formie efektownego wizualnie albumu, aniżeli bogate w ciekawostki kompendium. To niekoniecznie wada, ale zdecydowanie warto mieć to na uwadze przed rozpoczęciem lektury. 


„Mortal Kombat”: The Eras Tour 

Struktura „Flawless Victory” jest bardzo prosta. Wywód autora rozpoczyna się w 1992 przy okazji pierwszej odsłony „Mortal Kombat”, a kończy w 2023, kiedy to do sprzedaży trafiła ostatnia na moment publikacji część głównej serii – „Mortal Kombat 1”. Podrozdziały o wszystkich 17 grach (main + spin-offy”) przeplatane są rozbudowanymi sylwetkami każdego z grywalnych uczestników turnieju, w których autor przedstawia ich w ramach tzw. ery klasycznej (pierwsze trzy odsłony), ery 3D (zapoczątkowanej w 1997 premierą „Mortal Kombat 4”), ery współczesnej (rozpoczętej w 2011 rebootem zatytułowanym po prostu „Mortal Kombat”) oraz nowej ery, będącej niejako resetem całej historii przy okazji najnowszego „Mortal Kombat 1” (2023). Seria od samego początku swojego istnienia raz za razem wymyślała się na nowo, co nie uchodzi uwadze Flynna – opis zmieniających się sylwetek bohaterów i ich wzajemnych powiązań wraz z licznymi ilustracjami to zdecydowanie najjaśniejszy punkt całego „Flawless Victory”, który docenią nie tylko laicy (tacy jak ja), ale również najwięksi fani. Podobnie jest ze streszczeniami fabularnymi wszystkich odsłon, które w czytelny sposób obrazują zmiany, jakie zachodziły w kanonie na przestrzeni trzech dekad i jednocześnie utwierdzają czytelnika w przekonaniu, jak dużą wyobraźnię mieli twórcy „Mortal Kombat” od samego początku. Choć w centrum wszystkich gier zawsze stawiany jest przede wszystkim gameplay, pomysłowość i campowość fabularna to interesujące, warte szerszej uwagi zjawisko. Całość publikacji zamyka krótszy podrozdział „Inne wymiary”, w którym autor dosyć pobieżnie omawia dziedzictwo serii poza grami video, punktując jej najważniejsze spin-offy czy próby ekranizacji. Fajny dodatek, ale niezbyt pogłębiony, co jest w zasadzie moim głównym zarzutem do „Flawless” – publikacja, choć ciekawa, podchodzi do dziedzictwa całej serii nieco po łebkach. 


Dziedzictwo serii… opowiedziane po łebkach? 

Bo widzicie – super, że ktoś wziął się za opisanie dziejów „Mortal Kombat”. Seria ta swoją popularnością zdecydowanie udowodniła, że warto mówić o niej jak najwięcej. Szkoda jednak, że w tym przypadku autor poszedł na bardzo wiele skrótów, ograniczając rozmach swojego przedsięwzięcia do zaledwie omówienia warstwy fabularnej poszczególnych odsłon i przybliżenia szczątkowego backgroundu znanych graczom bohaterów. Faktycznych informacji zakulisowych jest tu jak na lekarstwo, a gdy już są, ograniczają się one niemal wyłącznie do powtarzania narracji kreowanej przez samych twórców – jak to nie podnoszono poprzeczki i skali z odsłony na odsłonę, o jakie tryby czy mechaniki rozbudowano gameplay, i tym podobne. Wielka szkoda, że autor nie pokusił się do samodzielnego, eksperckiego skomentowania każdej z gier czy nawet przybliżenia nam ich recepcji, aby nieco szerzej nakreślić kontekst towarzyszący premierom i procesowi produkcji. Całość przez to przypomina bardziej laurkę, niż interesujące opracowanie poruszonego zagadnienia – a szkoda, bo jestem pewien, że twórcy dawnych i nowych odsłon z pewnością mieliby sporo do powiedzenia na temat procesu produkcji czy dystrybucji, gdyby tylko zadano im odpowiednie pytania. Mamy tu kilka naprawdę ciekawych concept-artów, ale w ostatecznym rozrachunku to trochę za mało, by określić książkę interesującym spojrzeniem za kulisy, a to właśnie tym zdaniem („Zajrzyj za kulisy jednej z najbardziej legendarnych i bezwstydnie brutalnych serii gier w historii”) rozpoczyna się jej oficjalny opis od wydawcy.  


Gratka dla największych fanów  

Z drugiej strony – „Flawless Victory” ewidentnie opracowane zostało z myślą o najbardziej zagorzałych fanach serii, który najpewniej sięgną po książkę nie w celu uzupełnienia wiedzy, a raczej nakarmienia własnego sentymentu. I z tej perspektywy, przygotowano tu całkiem dużo atrakcji – oprócz wspomnianych podrozdziałów o fabule czy postaciach, znalazły się tu również m.in. screeny najpopularniejszych aren z pierwszych „Mortali”, plakaty promujące wersje arcade czy nawet spis najpopularniejszych fatality (wraz z instrukcją, jak je wykonać!) wszystkich grywalnych zawodników. Słowem – sporo rzeczy, które pozwolą miłośnikom marki na kilka dłuższych chwil zadumy i refleksji nad dawnymi czasami, co dla wielu będzie sporą wartością samą w sobie. Tekstu w „Flawless Victory” jest na tyle niedużo, że lektura 300 stron książki to kwestia zaledwie kilku godzin – a czas ten dodatkowo skrócimy, jeśli podejdziemy do niej jak do albumu, przekartkowując najbardziej interesujące nas elementy.


Podsumowanie 

W ostatecznym rozrachunku „Mortal Kombat. Flawless Victory” prezentuje się naprawdę okazale i jest świetnym pomysłem na prezent dla zagorzałych fanów serii – choć sam osobiście od publikacji w tym przedziale cenowym (sugerowana cena wydawcy: 159,90 zł) oczekuję jednak nieco więcej, niż podanych w ładnej formie ciekawostek. I choć wypatruję w przyszłości bardziej krytycznego i merytorycznego podejścia do omówienia fenomenu i dziedzictwa tej szalenie interesującej marki (czuję, że kryje się w tym sporo mniejszych opowieści, po które Flynn z jakiegoś powodu nie zdecydował się sięgnąć), jest spora szansa, że „Flawless Victory” spełni wasze potrzeby, jeśli wasze chęci sięgania po publikacje nt. popularnych serii gier motywowane są przede wszystkim nostalgią. Trudno wyobrazić mi sobie osobę, która po lekturze najnowszej propozycji od Gamebook nie zapała chęcią do brutalnego mordobocia. Cóż, wszyscy fani serii zatem, apeluję: get over here


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry