Age of the Ring: The Horse Lords – recenzja modyfikacji fanowskiej

Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie II – Król Nazguli od dawna figuruje w pamięci graczy jako jedna z najlepszych strategii czasu rzeczywistego opartych na licencji filmowej. Gra, którą Electronic Arts porzuciło lata temu, w teorii powinna dziś funkcjonować wyłącznie jako nostalgiczna ciekawostka. W praktyce jednak Śródziemie nigdy nie zeszło z pola bitwy. Wszystko za sprawą fanów, a przede wszystkim jednego projektu, który urósł do rangi nieoficjalnego „pełnoprawnego dodatku”.

Mowa o Age of the Ring: The Horse Lords w wersji 9.2, czyli totalnej modyfikacji, która pokazuje, jak daleko może zajść pasja społeczności, gdy spotyka się z talentem i konsekwencją twórców.


Śródziemie na nowo, nie od nowa

Age of the Ring nie jest modem, który próbuje „naprawić” Bitwę o Śródziemie II. To projekt, który wychodzi z założenia, że fundamenty są solidne, ale wszystko wokół nich można zbudować jeszcze raz, lepiej, większym rozmachem. Już po pierwszych minutach widać, że nie mamy do czynienia z kosmetycznym dodatkiem, lecz z pełnoprawną rekonstrukcją wizji Śródziemia w formie RTS-a.

Twórcy nie ograniczają się do prostego dodawania jednostek. Każda frakcja została zaprojektowana od podstaw: inne tempo rozgrywki, odmienne drzewka rozwoju, unikalni bohaterowie i zdolności, które faktycznie zmieniają sposób prowadzenia bitew. Rohan nie jest tu tylko „kawalerią”, Mordor nie sprowadza się do zalewu orków, a frakcje dobra i zła różnią się filozofią gry, a nie tylko kolorem sztandarów.


Wojna, która wreszcie ma skalę

Jednym z największych atutów wersji 9.2 jest tryb War of the Ring, który w Age of the Ring osiąga poziom niedostępny w oryginale. Mapa strategiczna staje się realnym polem konfliktu, a nie tylko dodatkiem między bitwami. Każda decyzja ma znaczenie, każda prowincja jest warta walki, a tempo kampanii potrafi wciągnąć na długie godziny.

Równie dobrze prezentują się klasyczne potyczki. Setki map, zróżnicowanych pod względem terenu, wielkości i układu, sprawiają, że nawet po wielu godzinach trudno mówić o powtarzalności. To RTS, który nagradza eksperymentowanie, a nie zamykanie się w jednej sprawdzonej strategii.


Fanowski projekt, profesjonalne ambicje

Oczywiście Age of the Ring nie jest wolny od wad. Instalacja nadal bywa problematyczna, szczególnie dla mniej doświadczonych graczy. Balans przy tak ogromnej liczbie frakcji i jednostek – momentami potrafi się chwiać, zwłaszcza w trybach wieloosobowych. Trzeba też pamiętać, że to wciąż gra oparta na silniku sprzed kilkunastu lat, który nie zawsze radzi sobie z rozmachem, jaki narzuca mu mod.

Ale są to problemy, które łatwo wybaczyć, gdy spojrzymy na skalę przedsięwzięcia. Age of the Ring nie próbuje udawać nowoczesnej produkcji AAA. Zamiast tego robi coś znacznie trudniejszego: wyciąga maksimum z ograniczeń starego RTS-a i pokazuje, że dobra mechanika nie starzeje się tak szybko jak technologia.


Fanowski dodatek, który stał się czymś więcej

Age of the Ring to dowód na to, że Bitwa o Śródziemie II nie potrzebuje remake’u ani rebootu. Potrzebowała ludzi, którzy rozumieją, dlaczego ta gra była wyjątkowa i potrafią to uczucie przełożyć na nową zawartość.

Dla fanów Władcy Pierścieni to dziś najlepszy możliwy sposób, by wrócić do Śródziemia w formie RTS-a. Dla miłośników strategii przykład, jak wygląda pasja przekuta w projekt o jakości, której nie powstydziłoby się komercyjne studio.


Ocena GamingScan.pl: 8.0 / 10

Age of the Ring to nie tylko mod. To alternatywna historia Bitwy o Śródziemie II – taka, w której ta gra nigdy nie została porzucona.

Przewijanie do góry