LEC Versus: emocje na żywo, wielkie powroty i debiuty

LEC Versus wystartowało, a my byliśmy na miejscu podczas dnia otwarcia w berlińskiej arenie Riot Games. Już od pierwszych chwil było jasne, że nie jest to zwykły dzień meczowy – zarówno pod względem atmosfery, jak i emocji serwowanych na scenie. Nowe składy, powroty znanych nazwisk, debiuty młodych graczy i trybuny żyjące każdym zagraniem stworzyły widowisko, które trudno oddać jedynie suchym wynikiem.


Arena Riot Games – pierwsze wrażenie robi robotę

LEC Versus rozgrywane jest w dobrze znanej arenie Riot Games w Berlinie, jednak na żywo obiekt okazuje się nieco mniejszy, niż może się wydawać z perspektywy transmisji. To bardziej kameralna hala niż typowa arena widowiskowa, co ma swoje plusy – scena jest dobrze widoczna praktycznie z każdego miejsca, a kontakt trybun z wydarzeniami na Riftcie jest bardzo bezpośredni.

Podczas dnia otwarcia niemal wszystkie miejsca były zajęte. Trybuny wypełniły się fanami różnych drużyn a frekwencja zdecydowanie dopisała. Szczególnie widoczna była grupa kibiców Karmine Corp, która zajęła sporą część miejsc i od samego początku narzucała tempo dopingu.

Przed wejściem na arenę kibiców wita ogromna figura Barona Nashora oraz podświetlona na czerwono fasada budynku. W środku dostępna była darmowa szatnia, znane z transmisji dmuchane pałki do kibicowania, a także bar z napojami i przekąskami – od popcornu po nachosy. Obok baru ustawiono figurę Pantheona, która szybko stała się jednym z popularniejszych punktów do zdjęć.

Ciekawym elementem była strefa kreatywna z banerami i markerami, gdzie fani mogli przygotować własne hasła i rysunki, później widoczne na transmisji. Sklep z merchem oferował głównie produkty związane z LEC oraz drobne gadżety z League of Legends i Valoranta, jednak zabrakło merchu konkretnych drużyn.

Trybuny podzielone były na trzy sektory, każdy z własnym ekranem. Nie obowiązywały przypisane miejsca, każdy mógł usiąść, gdzie chciał. Teoretycznie pojawiły się oznaczenia sektorów dla fanów konkretnych drużyn, ale w praktyce niewiele osób się do nich stosowało, zwłaszcza że w ciągu dnia rozgrywano wiele spotkań.


Mecz otwarcia: Los Ratones vs Fnatic

Dzień otwarcia rozpoczął się od prawdziwego hitu. Los Ratones podejmowało Fnatic, a od pierwszych minut było słychać, że sympatia trybun w dużej mierze stoi po stronie „Szczurów”. Każda walka, każda agresywna wymiana i każda próba zagrania inicjowana przez ulubieńca publiki – Baussa – spotykała się z głośną reakcją widowni.

Nowy toplaner Fnatic, Empyros, nie zamierzał jednak ustępować pola. To właśnie on zaliczył efektowne solo bolo na Baussie, co wyraźnie ostudziło entuzjazm trybun. Dwa pozostałe nowe nabytki Fnatic – Vladi oraz Lospa – również zaprezentowały się bardzo solidnie.

Gra pozostawała w miarę wyrównana do około 20. minuty, jednak z czasem Fnatic coraz wyraźniej zaznaczało swoją dominację i ostatecznie bez większych problemów domknęło spotkanie. Choć na trybunach obecni byli fani Fnatic, to właśnie sympatycy Los Ratones stanowili najgłośniejszą i najbardziej widoczną grupę podczas tego meczu.


GiantX vs Shifters – dramatyczny powrót Trymbiego

Drugie spotkanie dnia przyniosło powrót Trymbiego do Europy. Shifters z polskim wspierającym zmierzyło się z GiantX, a Trymbi od samego początku był jednym z najjaśniejszych punktów swojej drużyny. Grając Bardem, był dosłownie wszędzie – kreował zagrania, pojawiał się na każdej linii i nadawał tempo rozgrywce.

Shifters prowadziło grę, jednak z biegiem czasu zaczęły pojawiać się błędy, które pozwalały GiantX wracać do spotkania. Mecz stawał się coraz bardziej intensywny, a Noah na Kai’Sie błyszczał w walkach drużynowych.

Kulminacja przyszła po zdobyciu Barona przez Shifters. Wygrana walka na bocie otworzyła im drogę do zakończenia gry, jednak próba ta zakończyła się dramatem. Brak jednoznacznej decyzji – jedni próbowali walczyć, inni kończyć – sprawił, że cała drużyna zginęła, a Nexus GiantX pozostał zaledwie z około 15% zdrowia. GiantX natychmiast ruszyło z kontrą i chwilę później to oni zamknęli spotkanie.

Trybuny wrzały, żyjąc każdą sekundą tej akcji i jej nagłym zwrotem. Powrót Trymbiego do Europy rozpoczął się porażką, ale z pewnością był jednym z najbardziej zapamiętanych momentów dnia.


Team Heretics vs NAVI – debiuty i dominacja Mayntera

Kolejny mecz to starcie Team Heretics z debiutującym, bardzo młodym polskim toplanerem Tracynem przeciwko NAVI, które również przeszło zmiany w składzie. Najgłośniejszą grupą na trybunach okazali się jednak fani Karmine Corp, którzy wspierali debiutującego toplanera NAVI – Mayntera. Ukrainiec w poprzednim sezonie występował w akademii KC, co wyraźnie było słychać na widowni.

I to właśnie Maynter był jedną z kluczowych postaci spotkania. Dominował na górnej alei i miał ogromny wpływ na przebieg całej gry. Wraz z Pobym pewnie poprowadzili NAVI do zwycięstwa, podczas gdy Heretics zaliczyło bardzo słaby start w nowym sezonie.


SK Gaming vs Vitality – spokojny start, pewne zakończenie

Starcie SK Gaming z Vitality rozpoczęło się dość spokojnie, bez większych fajerwerków. Mimo to powrót tak rozpoznawalnych postaci jak Wunder wywołał poruszenie na trybunach. W późniejszym etapie meczu to Vitality lepiej wychodziło z walk drużynowych i stopniowo przejmowało kontrolę nad grą, co finalnie doprowadziło ich do zwycięstwa.


Derby Karmine Corp – Blue Wall w pełnej krasie

Jednym z najbardziej widowiskowych momentów dnia były derby Karmine Corp z ich akademią – Karmine Corp Blue. To, co działo się na trybunach, momentami przyćmiewało wydarzenia na Summoner’s Rift. Słynny „Blue Wall” śpiewał, tańczył, skandował i dopingował… obie drużyny.

Atmosfera przypominała bardziej mecz piłkarski niż wydarzenie esportowe – nieustanny doping, chóralne okrzyki i skandowanie nicków sprawiały, że samo spotkanie momentami „leciało w tle” tego widowiska. Mimo ambitnej postawy akademii, na czele z Yukino, ostatecznie zwyciężył główny skład Karmine Corp, do którego w tym sezonie dołączył Busio – amerykański Polak.


G2 vs MKOI – mistrz kontra wicemistrz

Na zakończenie dnia otwarcia doszło do starcia mistrza i wicemistrza poprzedniego sezonu – G2 Esports oraz MKOI. Obie drużyny miały swoje grupki kibiców, jednak początkowo zdecydowaną przewagę liczebną mieli fani Samurajów.

Wraz z rozwojem meczu i coraz lepszą grą MKOI, to właśnie sektor hiszpańskiej organizacji stawał się coraz głośniejszy. Gdy MKOI po bardzo solidnym występie sięgnęło po zwycięstwo, ich część trybun dosłownie eksplodowała z radości.


Meet & Greet i ogólne wrażenia

Po zakończeniu spotkań działała strefa meet and greet, w której pojawiały się zwycięskie drużyny. Kibice mogli zrobić sobie zdjęcia, chwilę porozmawiać z zawodnikami czy zdobyć autografy. Minusem był fakt, że w strefie pojawiali się wyłącznie wygrani, przez to nie udało się spotkać m.in. Tracyna czy Trymbiego.

Atmosfera na trybunach była ogólnie bardzo dobra, a zdecydowanie najgłośniej było podczas meczu Karmine Corp. „Blue Wall” zrobiło ogromne wrażenie i momentami całkowicie przejmowało halę swoim dopingiem. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że poza tym jednym wyjątkiem trybuny LEC Versus momentami bywały spokojniejsze.

W porównaniu do polskich LAN-ów z zeszłego roku, gdzie doping trwał praktycznie przez całe mecze i rzadko zwalniał, berlińska publiczność miała wyraźne przestoje. Były momenty ciszy i spokoju, szczególnie w mniej emocjonujących fragmentach gier. Możliwe, że wpływ na to miało kilka czynników: była to pierwsza kolejka sezonu, rozgrywana w formacie BO1, która jeszcze o niczym realnie nie decydowała.

Mimo to całościowe wrażenia z dnia otwarcia są bardzo pozytywne. Organizacja stoi na wysokim poziomie, realizacja transmisji jest dynamiczna, a liczne wywiady z byłymi graczami, trenerami oraz zawodnikami po meczach sprawiają, że nawet przerwy między spotkaniami nie są nudne.

LEC Versus rozpoczęło się solidnie – z emocjami, historiami i wyraźnym potencjałem na jeszcze lepsze widowisko w kolejnych tygodniach.

Przewijanie do góry