„Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych”.
Napoleon Bonaparte, słowa przypisywane cesarzowi po bitwie pod Somosierrą w 1808 roku.
Ponad dwieście lat później polskie studio One More Level postanowiło udowodnić, że słowa przypisywane Napoleonowi wciąż mogą być aktualne. Twórcy Ghostrunnera zabrali nas do alternatywnej Europy początku XIX wieku, w której napoleońskie wojny, tajemnicza zaraza i nadnaturalne moce tworzą wyjątkowo brutalną mieszankę. Valor Mortis to soulslike, który nie wybacza błędów, wymaga cierpliwości, a jednocześnie daje ogromną satysfakcję z rozgrywki.
Nie będę ukrywał, że gra potrafi dać solidnie w kość. Zdarzają się momenty, w których nawet pozornie zwyczajny przeciwnik potrafi okazać się śmiertelnym zagrożeniem. Ale właśnie w tym tkwi największa siła tej produkcji. W Valor Mortis gra się po prostu znakomicie! Walka jest dynamiczna, efektowna i niezwykle satysfakcjonująca, a każda kolejna potyczka zachęca do doskonalenia swoich umiejętności.
Czy polskiemu studiu udało się stworzyć produkcję, która może konkurować z największymi przedstawicielami gatunku? Moim zdaniem zdecydowanie warto dać jej szansę, chociaż nie wszystko w tej napoleońskiej przygodzie zasługuje na pochwałę.

Napoleon, zaraza i świat, w którym historia potoczyła się inaczej
Valor Mortis przenosi nas do alternatywnej wersji XIX-wiecznej Europy, w której Napoleon Bonaparte zwyciężył pod Waterloo, a jego imperium kontynuuje ekspansję. Historia szybko jednak przestaje przypominać wydarzenia znane z podręczników.
Wcielamy się w Williama Dowsetta, angielskiego żołnierza służącego w Wielkiej Armii Napoleona. Bohater powraca do życia na polu bitwy, ale świat, który zastaje, jest daleki od tego, który pamiętał. Europę pustoszy tajemnicza plaga, dawni towarzysze broni zmieniają się w przerażające istoty, a granica między życiem i śmiercią niemal całkowicie zanika.
Już sam pomysł połączenia wojen napoleońskich z horrorem zasługuje na uznanie. W końcu ile gier pozwala nam przemierzać XIX-wieczną Europę, walcząc z groteskowymi, zmutowanymi żołnierzami?
Co ważne, nie jest to wyłącznie ciekawostka fabularna. Historyczne realia doskonale współgrają z mrocznym klimatem produkcji. Mundury, uzbrojenie, architektura i militarna estetyka tworzą charakterystyczny świat, który wyróżnia Valor Mortis na tle innych soulslike’ów.
Sama fabuła rozwija się stopniowo, odkrywając kolejne tajemnice związane z zarazą, Napoleonem oraz nadnaturalnymi zdolnościami głównego bohatera. Nie wszystkie wątki okazują się równie interesujące, a niektóre elementy historii można byłoby rozwinąć nieco bardziej. Mimo to przedstawiony świat skutecznie zachęca do dalszej eksploracji.
System walki? To zdecydowanie największa zaleta Valor Mortis!
Jeżeli miałbym wskazać jeden element, dla którego warto zagrać w Valor Mortis, bez wahania wybrałbym system walki.
One More Level zdecydowało się na dość nietypowe rozwiązanie. W przeciwieństwie do Dark Souls, Elden Ring czy wielu innych przedstawicieli gatunku, tutaj wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby.
Początkowo może wydawać się to ryzykownym pomysłem. W końcu soulslike’i opierają się na precyzyjnym unikaniu ataków, kontrolowaniu odległości i obserwowaniu zachowania przeciwników. Tymczasem Valor Mortis udowadnia, że taki system może sprawdzać się równie dobrze w FPP.
Walka jest niesamowicie satysfakcjonująca. Każde uderzenie ma odpowiedni ciężar, prawidłowe parowanie daje poczucie kontroli nad pojedynkiem, a skuteczny kontratak potrafi błyskawicznie odwrócić losy starcia.
Nie oznacza to jednak, że można bezmyślnie ruszać przed siebie i eliminować kolejnych przeciwników. Wręcz przeciwnie.
Valor Mortis wymaga odpowiedniego wyczucia czasu. Trzeba nauczyć się rozpoznawać animacje ataków, rozsądnie zarządzać wytrzymałością i przede wszystkim zachować cierpliwość.
Wystarczy chwila nieuwagi, aby pozornie wygrany pojedynek zakończył się porażką.
Co jednak najważniejsze, system walki nie sprawia wrażenia trudnego wyłącznie po to, aby utrudniać życie graczowi. W większości przypadków kolejne porażki motywują do poprawienia własnych błędów, a nie do porzucenia gry.
I właśnie to najbardziej mi się podoba. Valor Mortis jest wymagające, ale potrafi wynagrodzić wysiłek w sposób, który sprawia, że po śmierci natychmiast chce się wrócić do walki.

Szable, muszkiety i moce nadnaturalne. Jest czym walczyć!
Warto podkreślić, że system walki nie ogranicza się wyłącznie do starć na broń białą.
William korzysta z różnych rodzajów uzbrojenia, w tym szabli, cięższych mieczy oraz broni palnej. Każde narzędzie ma swoje zastosowanie, a wybór odpowiedniego wyposażenia potrafi znacząco wpłynąć na przebieg pojedynku.
Szczególnie dobrze sprawdza się połączenie szabli i pistoletu. Możliwość prowadzenia bezpośredniej walki, a następnie wykorzystania broni palnej do zadania dodatkowych obrażeń nadaje starciom bardzo przyjemny rytm.
Do tego dochodzą nadnaturalne zdolności, nazywane transmutacjami. Pozwalają między innymi podpalać przeciwników, wzmacniać obronę czy wykorzystywać specjalne możliwości przemieszczania się.
Dzięki temu możemy eksperymentować z różnymi sposobami eliminowania wrogów, zamiast ograniczać się do jednego schematu.
Podoba mi się również to, że gra zachęca do łączenia dostępnych umiejętności. Odpowiednio wykonane parowanie, szybki kontratak i wykorzystanie zdolności specjalnej potrafią stworzyć niezwykle efektowną kombinację.
Nie wszystkie bronie czy umiejętności są jednak równie atrakcyjne. W pewnym momencie można również odczuć, że dostępnych możliwości mogłoby być nieco więcej.
Nie zmienia to faktu, że podstawy systemu walki zostały przygotowane znakomicie.

Wysoki poziom trudności, czyli nie każdy zostanie bohaterem Wielkiej Armii
Trzeba powiedzieć to wyraźnie: Valor Mortis nie jest łatwą grą.
Jeżeli ktoś liczy na niezobowiązującą przygodę, podczas której bez większego wysiłku pokona kolejnych przeciwników, może się mocno rozczarować.
Nawet zwyczajni wrogowie potrafią okazać się wymagający. Atakują w różnych sekwencjach, wykorzystują nasze błędy i zmuszają do zachowania koncentracji.
Jeszcze większe wyzwanie stanowią bossowie.
W tych pojedynkach szczególnie mocno odczuwamy charakterystyczną dla soulslike’ów konieczność uczenia się mechanik przeciwnika. Nie wystarczy zadawać obrażeń. Trzeba wiedzieć, kiedy można bezpiecznie zaatakować, a kiedy lepiej się wycofać.
Czasami pojedynek wymaga kilku prób, a czasami znacznie większej liczby podejść. Jednak satysfakcja płynąca z pokonania wymagającego przeciwnika potrafi wynagrodzić wcześniejsze niepowodzenia.
Wysoki poziom trudności nie zawsze jest niestety idealnie wyważony. Zdarzają się fragmenty, w których zachowanie przeciwników lub sposób zaprojektowania starcia potrafią wywołać frustrację.
Szczególnie problematyczne bywają potyczki z większą liczbą wrogów. Perspektywa pierwszej osoby utrudnia wtedy kontrolowanie całego otoczenia, a atak nadchodzący spoza pola widzenia może szybko zakończyć walkę.
Mimo wszystko uważam, że poziom trudności jest jedną z największych zalet Valor Mortis, a nie jego wadą. Produkcja oczekuje od gracza zaangażowania i konsekwentnie nagradza rozwijanie umiejętności.
Eksploracja i projekt poziomów. Widać doświadczenie twórców Ghostrunnera
One More Level zdobyło uznanie dzięki serii Ghostrunner, w której dynamiczne poruszanie się i precyzyjne sterowanie stanowiły fundament rozgrywki.
W Valor Mortis wyraźnie widać to doświadczenie.
Chociaż tempo gry jest inne, twórcy nie zrezygnowali z elementów zręcznościowych. Podczas eksploracji wykorzystujemy zdolności przemieszczania się, pokonujemy przeszkody i odkrywamy kolejne fragmenty rozbudowanych lokacji.
Świat nie jest całkowicie otwarty, ale poszczególne obszary oferują sekrety, alternatywne ścieżki oraz skróty, które zdecydowanie warto odnajdywać.
To właśnie eksploracja sprawia, że Valor Mortis nie zamienia się w niekończącą się serię pojedynków.
Czasami warto zejść z głównej drogi, sprawdzić pozornie nieistotne przejście lub wrócić do wcześniej odwiedzonego miejsca. Nagrodą mogą być cenne zasoby, dodatkowe informacje o świecie czy nowe możliwości rozwoju postaci.
Nieco gorzej wypadają niektóre sekwencje platformowe. Choć potrafią skutecznie urozmaicić rozgrywkę, zdarzają się momenty, w których wymagają zbyt precyzyjnego wykonania określonych ruchów.
W takich sytuacjach zamiast przyjemnego wyzwania pojawia się niepotrzebna frustracja.
Na szczęście ogólny projekt poziomów wypada bardzo dobrze, a przemierzanie ponurej, alternatywnej Europy daje sporo przyjemności.

Klimat jest znakomity. Napoleon jeszcze nigdy nie był tak przerażający
Osobny akapit należy poświęcić oprawie artystycznej i atmosferze.
Valor Mortis robi świetne wrażenie przede wszystkim dzięki konsekwentnemu połączeniu historycznych inspiracji z horrorem.
Zniszczone zabudowania, ponure krajobrazy, wojskowe fortyfikacje i przerażające wersje napoleońskich żołnierzy tworzą świat, który potrafi zapaść w pamięć.
Szczególne uznanie należą się projektom przeciwników. Twórcy umiejętnie wykorzystali historyczne mundury i uzbrojenie, a następnie połączyli je z groteskowymi deformacjami oraz elementami nadnaturalnymi.
Dzięki temu nawet spotkanie z pozornie zwyczajnym żołnierzem może wywołać niepokój.
Warto również wspomnieć o oprawie dźwiękowej i aktorstwie głosowym. W produkcji usłyszymy między innymi Vincenta Cassela w roli Napoleona Bonaparte, co dodatkowo podkreśla ambicje całego projektu.
Nie każda rozmowa jest równie interesująca, ale ogólna atmosfera skutecznie buduje poczucie zagrożenia i tajemnicy.
To jeden z tych światów, w których chce się odkrywać kolejne lokacje, nawet wiedząc, że za następnym zakrętem prawdopodobnie czeka kolejny przeciwnik gotowy pozbawić nas życia.
Nie wszystko się udało, ale zalety zdecydowanie przeważają
Valor Mortis nie jest produkcją pozbawioną wad.
Największe zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim nierównego poziomu trudności, niektórych rozwiązań związanych z walką z wieloma przeciwnikami oraz fragmentów platformowych, które potrafią niepotrzebnie wytrącić z rytmu.
Chciałoby się również otrzymać jeszcze większą różnorodność uzbrojenia i nieco bardziej rozbudowany system rozwoju postaci.
Nie wszystkie elementy fabuły wykorzystują też potencjał niezwykle ciekawego świata przedstawionego.
Jednocześnie trudno nie docenić tego, jak dobrze funkcjonują najważniejsze mechaniki.
Valor Mortis przede wszystkim sprawia ogromną przyjemność podczas samego grania. To szczególnie ważne w gatunku, w którym spędzamy tak wiele czasu na walce, nauce zachowań przeciwników i ponawianiu nieudanych prób.
Twórcom udało się stworzyć system, który zachęca do doskonalenia umiejętności, a jednocześnie pozostaje efektowny i dynamiczny.
Produkcja nie próbuje kopiować rozwiązań konkurencji jeden do jednego. Czerpie z popularnych mechanik soulslike’ów, ale dodaje do nich własny charakter, przede wszystkim dzięki perspektywie FPP, unikalnemu uzbrojeniu i oryginalnemu światu.
To wystarczająco dużo, aby wyróżnić się na tle licznych przedstawicieli gatunku.

Podsumowanie. Valor Mortis to kolejny udany polski soulslike!
Valor Mortis okazało się jedną z ciekawszych niespodzianek tego roku. Polska produkcja nie tylko proponuje oryginalne spojrzenie na epokę napoleońską, ale przede wszystkim dostarcza rozgrywkę, która potrafi przyciągnąć do ekranu na długie godziny.
Największym atutem jest zdecydowanie walka. W Valor Mortis gra się naprawdę bardzo dobrze, a poziom trudności sprawia, że każde zwycięstwo daje wyjątkową satysfakcję. Nawet kiedy gra wystawia cierpliwość na próbę, trudno oprzeć się pokusie podjęcia kolejnego wyzwania.
Podoba mi się również odwaga twórców. One More Level nie zdecydowało się na kolejną odsłonę sprawdzonej formuły Ghostrunnera, lecz postawiło na zupełnie inną produkcję, zachowując jednocześnie swoje doświadczenie w projektowaniu dynamicznej rozgrywki.
Oczywiście można wskazać pewne niedociągnięcia. Balans trudności bywa nierówny, elementy platformowe nie zawsze sprawdzają się idealnie, a część mechanik mogłaby być bardziej rozbudowana.
Nie są to jednak problemy, które odbierają przyjemność z całej przygody.
Valor Mortis to bardzo dobry soulslike, który zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom wymagających gier akcji. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale jeśli lubicie produkcje, które zmuszają do nauki i nie prowadzą gracza za rękę, powinniście poczuć się tutaj znakomicie.
Napoleonowi przypisuje się słowa, że dla jego Polaków nie ma rzeczy niemożliwych. Po kontakcie z Valor Mortis można odnieść wrażenie, że polscy twórcy gier również wzięli sobie tę maksymę do serca.
I bardzo dobrze, bo dzięki temu otrzymaliśmy kolejną produkcję, z której rodzimy gamedev może być dumny.
Ocena GamingScan: 8/10
Bardzo dobra gra!
Zalety: Świetny i satysfakcjonujący system walki, wymagające pojedynki, oryginalny klimat napoleońskiego horroru, efektowni przeciwnicy, dobrze zaprojektowane lokacje oraz udane połączenie różnych rodzajów uzbrojenia i nadnaturalnych zdolności.
Wady: Momentami nierówny balans poziomu trudności, frustrujące sekwencje platformowe, ograniczona różnorodność niektórych mechanik oraz niewykorzystany w pełni potencjał fabularny.
Werdykt: Valor Mortis udowadnia, że soulslike z perspektywy pierwszej osoby może być niezwykle satysfakcjonującym doświadczeniem. To wymagająca, klimatyczna i przede wszystkim bardzo przyjemna gra, która mimo kilku niedociągnięć zdecydowanie zasługuje na ocenę 8/10.






