Jakiś czas temu, przeglądając pozycje w Nintendo E-Shop, moją uwagę przykuła gra Ghostly Whiskers – niewielka produkcja studia NOSTRA Games, która pozwala na wcielenie się w rolę dwóch kotów wyruszających na rozwiązanie sprawy zniknięcia swojego właściciela. Urocza okładka, w połączeniu z możliwością kooperacji i dosyć ciekawym opisem, sprawiły, że nie minęło długo, nim zaproponowałem wspólną rozgrywkę mojej narzeczonej – ot, tytuł sprawiał wrażenie interesującej, „małej” gry na kilka godzin, która może zająć nam nieco czasu w oczekiwaniu na pudełkowe wydanie CONTROL Resonant. Po skończeniu Ghostly Whiskers oboje jednak znaleźliśmy się w takiej konsternacji i zdumieniu na temat tego, czego właśnie doświadczyliśmy, że chwilowo nie miałem pojęcia, jak nawet zabrać się od jakiejkolwiek recenzji. Gra, do bólu prosta i niedopracowana, okazała się nie tyle koszmarna, co… zadziwiająco pusta i sklejona na siłę, prawie tak, jakby powstała w góra miesiąc. I jasne, zdarzają się i takie tytuły, ale chwila internetowego researchu ujawniła, że sprawa jest bardziej złożona niż początkowo mogłoby się wydawać. Ghostly Whiskers nie jest bowiem pełnoprawnym produktem – to niepozorny, ukryty za uroczą okładką koń trojański, będący w rzeczywistości cynicznym plagiatem. I to w dodatku plagiatem gry, która jeszcze nie ukazała się na rynku. Jak to możliwe?
Nie ufaj grze po opisie
Jak obiecuje oficjalny opis, Ghostly Whiskers oferuje krótką, ale niezapomnianą (!) rozgrywkę solo lub co-op mieszającą horror z rozczulającą historią o parze kotków, która wyrusza śladem zastanych w swoim domu tajemniczych pazurów do nawiedzonej posiadłości w celu uratowania porwanej właścicielki. Wedle tego samego opisu (dostępnego w PlayStation Store, Nintendo E-Shop czy materiałach promocyjnych developera), w kocim śledztwie będziemy eksplorować zakamarki, przeciskać się przez ciasne przestrzenie czy nawet używać zmysłu węchu, by odkrywać ukryte wskazówki nt. tajemniczej przeszłości. Brzmi całkiem przyjemnie, prawda? Może nic rewolucyjnego, ale w pierwszym odruchu Ghostly Whiskers sprawia wrażenie nieskomplikowanego indyka jakich wielu, idealnego do wspólnej sesji z partnerem czy dzieckiem. Nawet sam początek, gdy znajdujemy się jeszcze w domu, nie zwiastował katastrofy; jasne, okropny input lag, toporne sterowanie i, nawet jak na grę tego typu, starodawna wręcz oprawa graficzna nie napawały optymizmem, ale wierzyłem, że gra spełni swoją obietnicę bycia przyjemną, split-screenową propozycją na krótki wieczór. Co prawda zdziwił mnie trochę brak wsparcia dla Nintendo Pro Controllera 2 – w grę zagracie wyłącznie na joy-conach, o czym sam tytuł w żadnym momencie Was nie poinformuje, po prostu rozłączy Wam jakikolwiek inny kontroler w menu startowym – ale gdy opuściliśmy startową lokację i udaliśmy się „w dzicz”, całkiem niezły soundtrack zachęcał nas do kontynuowania tej przygody, która ostatecznie potrwała… no, godzinę z hakiem, ale to tylko przez problemy ze sterowaniem; jak sami łatwo znajdziecie na YouTubie, całość da się ukończyć w zawrotne 45 minut.

Dasz spisać zadanie domowe? – OK, tylko zrób tak, żeby nikt się nie zorientował
Gdy jednak zorientowałem się, dlaczego Ghostly Whiskers w ogóle powstało, wszystkie niedoróbki stały się dla mnie jasne. Jak omawia to na swoim kanale Bickering Nerds, tytuł NOSTRA Games to nie tylko cyniczna produkcja za grosze, która udaje coś, czym nie jest; to również plagiat oficjalnych materiałów na temat produkcji Haunted Paws, nadchodzącej gry niezależnej studia LazyFlock, której to pod koniec 2025 trwały oficjalne playtesty. Dla niepoznaki jednak w Haunted Paws wcielamy się w psy, dlatego twórcy Ghostly Whiskers postawili… no, na koty. Żeby wiecie, inspiracja nie wydała się nikomu nadto oczywista.
I gdy mówię plagiat, nie rzucam wcale słów na wiatr. Początkowa kustomatyzacja swojego pupila? Jest. Mechanika załatwiania się w każdym momencie? Jest, choć nie pełni w gameplayu nawet żadnej roli. Wędrówka szczeniąt w stronę nawiedzonej posiadłości? Checked. Sekwencje platformowe polegające na pokonywaniu platform na terenie budowy czy wąskich mostów? Wypisz wymaluj, jak na screenie. „Inspiracja” w oficjalnym opisie Ghostly Whiskers sięga nawet do tego stopnia, że wspomina o możliwości używania swojego węchu (co, niespodzianka, teasują również developerzy Haunted Paws), czego w grze oficjalnie zabrakło. W grze znalazł się nawet „potwór” w formie końcowego bossa rodem z horroru klasy B, co też odpowiada screenom z produkcji LazyFlock; z tą różnicą, że tam chociaż jakoś to wygląda. Najbardziej jednak w oczy rzuca się nie to, jak Ghostly Whiskers plagiatuje konkurencyjny pomysł czy rozwiązania, ale to, w jak cyniczny sposób to robi; uwierzcie mi, tytuł ten powstał ewidentnie tak naprędce, by zmylić i naciągnąć użytkowników, że w wielu aspektach zdaje się wręcz niegrywalny.

Cyniczny plagiat oparty na gameplayowych niedoróbkach
Nie bez przyczyny wspomniałem wcześniej o input lagu i platformingu; mechanika skakania jest do bólu toporna, co szybko potrafi zirytować w grze, w której będziemy używać jej notorycznie. Łatwo też wypaść tu poza mapę, natrafić na niedokończoną teksturę czy po prostu zablokować się w losowym punkcie. Zagadki? Nie istnieją; cały czas idziemy jak po sznurku, czasami przenosząc przedmiot z punktu A do punktu B. A, no i przeszukując pomieszczenia z tragicznie zoptymalizowaną kamerą, która w końcowym segmencie gry (czyli we wspomnianej w opisie nawiedzonej posiadłości) uniemożliwiła mi dostanie się do kolejnych pokojów. Co więcej – wspomniana posiadłość miała być według twórców tak rozbudowana i pełna sekretów, że początkowo stała się wymówką do pierwszego opóźnienia premiery. W rzeczywistości mansion składa się ze słownie czterech-pięciu pomieszczeń, których poziom skomplikowania przypomina proste kompozycje stworzone w The Sims. Ten stopień dopracowania odnosi się zresztą do całości – jedyna mechanika rozgrywki w Ghostly Whiskers, która miała jakikolwiek potencjał zrobić coś interesującego, to segmenty skradane, kiedy ukrywamy się przed wyrośniętymi (nie pytajcie, z jakiego powodu, bo nie wiadomo) pająkami. I to jednak na dłuższą metę zawodzi, bo trasy, którymi poruszają się przeciwnicy w ramach swoich „obchodów”, często nakładają się na siebie nawzajem, a same pająki potrafią zaklinować się na samych sobie. A, no i żebyście sobie nie myśleli – jak ujawnia oficjalny zwiastun, w Haunted Paws przeciwnikami psiaków również będą pająki, więc sam pomysł ten też nie jest w żaden sposób oryginalny.

Cena i przestroga
A ile taka przyjemność kosztuje? To chyba najważniejsza część tego wywodu – wyjściowa cena Ghostly Whiskers to 12.99 USD (!), ale w ramach okresu premierowego gra próbuje skusić użytkowników E-Shopu do wydania choćby 6,99 dolarów. Jak na to, z czym mamy tu do czynienia – perfidnym, niedopracowanym plagiatem, w którym mało co jest w prawdziwej gry, a który jednocześnie baituje najmłodszych na bycie „uroczą przygodach o kotkach” – to zdecydowanie za dużo. Szybkie przejrzenie zresztą pozostałej oferty NOSTRA Games ujawnia, że developer słynie z wydawania multum gier rocznie w niskiej cenie, by przyciągnąć uwagę naiwniaków; pewnie wśród nich również znajdą się zresztą plagiaty. Na ten moment przestrzegam jednak, że Ghostly Whiskers to sklejony w kilka tygodni szrot, który bezwstydnie żeruje na obiecujących zapowiedziach Haunted Paws i ma w sobie tyle z gry, co budżetowe produkcje dodawane w przeszłości do płatków najgorszego sortu (choć i tamte miewały znacznie więcej substancji). Nie dajcie się nabrać na tę pułapkę, tym bardziej, że zaczął się Spooktober i kto wie, czy developer nie planuje w związku z nim większej promocji swojego tytułu, by uderzyć po kieszeniach osoby, które nabiorą się na ich fantazyjny opis. LazyFlock co prawda już nagłośniło sprawę plagiatu w swoich socjalach w okolicach premiery (dodając dodatkowo, że twórcy prawdopodobnie skopiowali assety przy użyciu AI – co jest bardzo możliwe), ale w żaden sposób nie wpłynęło to na widoczność Ghostly Whiskers w sklepach cyfrowych – i choć faktycznie są pełne one tego typu slopu, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nadziać na żaden z nich osobiście, stąd przestrzegam przed tym tytułem również i Was.
Egzemplarz recenzencki Ghostly Whiskers w wersji na Nintendo Switch 2 dostarczył (o ironio) developer za pośrednictwem platformy Keymailer.






