Chciałbym zabrać Was na 6. edycję Festiwalu Kontrast. Dla wszystkich niezaznajomionych z tematem jest to największe wydarzenie związane z malowaniem figurek w Polsce, które powstało właśnie wokół konkursu malarskiego. O samym konkursie nie będę się jednak wypowiadał, ponieważ z umiejętnościami malowania jestem trochę na bakier, a mój stos wstydu rośnie nieubłaganie. Dlatego będzie to raczej opowieść z perspektywy amatora malującego figurki.
Zacznijmy jednak od początku. Festiwal Kontrast odwiedziłem po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie byłem na wydarzeniu stricte poświęconym malowaniu figurek, więc nie mam zbyt dużego punktu odniesienia do tego typu imprez.
Czy liczba osób przerosła organizatorów?
Samo wydarzenie odbywało się w Ursynowskim Centrum Kultury „Alternatywy” oraz na parkingu obok. Niestety już tutaj pojawił się pierwszy zgrzyt – festiwal był połączony z obchodami Dnia Dziecka.
Przed budynkiem znajdował się ogromny namiot pełen wystawców, głównie firm zajmujących się drukiem figurek oraz sklepów. To właśnie tam można było zagrać w różne gry bitewne, między innymi w niedawno wydanego StarCrafta. Kilka metrów dalej, na zewnątrz, znajdowała się strefa food trucków, ale jeśli bywacie na takich wydarzeniach, to doskonale wiecie, jak to wygląda.
Na całym parterze znajdowała się główna wystawa – setki pomalowanych modeli do oglądania. Mam jednak wrażenie, że w tym roku liczba zainteresowanych przerosła oczekiwania organizatorów. Czas przeznaczony na zwiedzanie wystawy wynosił zaledwie cztery godziny. Muszę przyznać, że kolejka wydawała się ciągnąć w nieskończoność i przesuwała się bardzo mozolnie. Spędziłem w niej około dwóch godzin, a i tak nie zdążyłem obejrzeć całej wystawy. Z racji dużej liczby osób było również duszno jak w piekarniku.
Dodatkowym minusem były osoby pilnujące modeli, które przez większość czasu były zajęte telefonami i co chwilę wykrzykiwały: „Proszę się odsunąć” oraz „Proszę zabrać telefon”. Wiem, że taka była ich praca, jednak było to bardzo uciążliwe i do końca niezrozumiałe. Wiele osób chciało zrobić zdjęcia modeli, które są przecież w niewielkiej skali, a bez podejścia choć trochę bliżej trudno dostrzec wszystkie szczegóły.
Na piętrze znajdowało się również kilku wystawców – tym razem byli to głównie twórcy figurek.
Atrakcje
Na duży plus zasługują natomiast prelekcje, które były ciekawe i bardzo interaktywne. Mogliśmy zobaczyć między innymi, jak na modelach pracują profesjonalni malarze figurek.
Jednak na duży minus, przynajmniej moim zdaniem, zasługuje liczba atrakcji i aktywności. Mała strefa malowania, organizowana cyklicznie co godzinę w namiocie wystawców dla zaledwie ośmiu osób, była okupowana głównie przez dzieci. Do tego dochodziła niewielka sala, w której również odbywało się malowanie dla dzieci oraz jakiś konkurs malarski, o którym większość uczestników nawet nie wiedziała.
Dodajmy do tego najwyżej dziesięć stołów z bitewniakami do testowania, które ze względu na charakter rozgrywek były zajęte przez długi czas, i okazuje się, że tak naprawdę nie było tam zbyt wiele do robienia. Brakowało nawet typowej strefy chilloutu, gdzie można byłoby usiąść, porozmawiać z innymi uczestnikami i wymienić się doświadczeniami.
Nie tego się spodziewałem
Największy festiwal w Polsce. Brak nowości, brak zapowiedzi i niewiele atrakcji dla uczestników. Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś więcej. Liczyłem chociażby na możliwość przetestowania farbek, nauki różnych technik malarskich czy po prostu efektu „wow”.
Niestety wydarzenie bardziej przypominało targowisko zorganizowane wokół konkursu niż miejsce integracji społeczności. Zabrakło mi czegoś, co zachęcałoby nowe osoby do wejścia w to cudowne hobby, jakim jest malowanie figurek.
Mam nadzieję, że w kolejnych edycjach organizatorzy postawią na większą liczbę atrakcji i aktywności, dzięki którym Kontrast stanie się nie tylko świętem malarstwa figurkowego, ale także miejscem integracji całej społeczności.






