Star Fox. Stary lis, którego nie nauczono nowych sztuczek [RECENZJA]

Star Fox powrócił w 2026 w pełnej chwale. Gdy na początku czerwca tego roku potwierdziły się przecieki, jakoby jedna z najstarszych marek Nintendo szykowała się do wydania nowej odsłony, wielu fanów z pewnością poczuło, że ich wieloletnie prośby zostały w końcu wysłuchane. Co prawda entuzjazm mógł zostać nieco ostudzony, gdy ujawniono, że „Star Fox” to kolejna już z rzędu reinkarnacja pierwszej części z 1993 na Super Nintendo, ale hej – nadal mowa tu o powrocie serii, która przez dekady obrosła dużym kultem dzięki uzależniającej pętli rozgrywki. Perspektywa doświadczenia jej więc na nowej generacji sprzętu z pewnością przyprawiła wielu fanów o szybsze bicie serc. Teraz, gdy „Star Fox” już wylądował, odpowiedzmy więc sobie na pytania – czy jest to godny dla tej marki powrót oraz czy nowi fani, do których remake ten jest w dużej mierze skierowany, będą zadowoleni ze „starej-nowej”  zawartości? 

Powrót ekipy „Star Fox” na nowej generacji

Star Fox to gra typu railer shooter z perspektywy trzeciej osoby, w której wcielamy się w Foxa McClouda – lisiego dowódcę oddziału do zadań specjalnych. Zasiadłszy za stery Arwinga, zaawansowanego statku kosmicznego o wyjątkowych osiągach bojowych, przedzieramy się przez kolejne systemy planetarne, aby uwolnić galaktykę spod jarzma niegodziwców i, przy okazji, nieźle na tym zarobić. Naszym głównym celem staje się szalony naukowiec, dr Andross, szykujący się do zniszczenia rodzimego dla bohaterów systemu Lylat. Aby dotrzeć do kryjówki Androssa i zaniechać jego planom, jako piloci Star Fox będziemy zmuszeni do skrupulatnego przemierzana dostępnych poziomów i strzelania do wszystkiego, co się rusza, samemu unikając przy tym wrogiego ognia, co będzie wymagać od nas przede wszystkim niebywałej zręczności.

Choć gra w dużej mierze przenosi na nową generację sprzętu to, co znamy z oryginału, twórcy pokusili się tu również nie tylko o odpowiednie odświeżenie graficzne całości (w tym poziomów czy designu postaci), ale również pełny voice-acting w rozszerzonych względem pierwowzoru cutscenkach. Wrażenie jest bardzo dobre – przyznacie, że taki „kinowy” charakter nie przypomina tego, do czego przyzwyczaiło nas w swojej wieloletniej historii Nintendo. Jeśli zaś chodzi o samą oprawę, Star Fox to gra doprawdy prześliczna. Kolorowe, dopracowane tekstury i płynność (stabilne 60 FPS) sprawiają, że w tytuł aż chce się grać. W moim przeświadczeniu to na ten moment zdecydowanie najbardziej imponująca graficznie gra na Nintendo Switch 2, dobrze obrazująca, jaki drzemie w tym urządzeniu potencjał, za co odpowiedzialnemu za remake studiu Velan Studios należą się spore brawa. Jedyną łyżką dziegciu w beczce tego optymalizacyjnego miodu są same cutscenki, renderowane w 30 klatkach na sekundę, ale w żadnym stopniu nie wpływa to na danie główne, czyli samą rozgrywkę.

Railer-shooter na szynach

A rozgrywka, zważywszy na jej rodowód z początku lat 90., nosi bardzo duże znamiona strzelanek typu arcade. Poziomy, choć zróżnicowane, w dużej mierze są liniowe i polegają na nieustannym parciu do przodu, manewrowaniu, pilnowaniu paska zdrowia i okazjonalnych starciach z bossami. I jako „starfoksowy” laik, dla którego jest to pierwsza styczność z serią, muszę przyznać, że pętla gameplayowa naprawdę wciąga i zupełnie mnie nie dziwi, że tytuł odcisnął się na świadomości graczy z przełomu wieków tak dużym piętnem. Star Fox to klasyczna gra typu „easy to play, hard to master” – zasady i sterowanie są banalne, ale opanowanie ich, aby konsekwentnie polepszać swój wynik, sprawia naprawdę dużą satysfakcję. I podczas gdy moja pierwsza przeprawa przez kampanię pełna była chaosu i błędów, każde kolejne uruchomienie wiązało się z większą uważnością i zręcznością, a co za tym idzie – lepszym wynikiem końcowym.

Sama mechanika rozgrywki, mimo trzech dekad na karku, broni się na ekranie Nintendo Switcha 2 naprawdę dobrze, choć szkoda, że nie pokuszono się na śmielszą modernizację sterowania. Dobrym przykładem tego jest Sommersault – przydatny manewr, który wykonujemy… pojedynczym przyciskiem na D-padzie. Jasne, jest też opcja skorzystania z lewej gałki i X, ale to rozwiązanie również nie wydało mi się zanadto intuicyjne. Żałuję, że twórcy nie pozwolili graczowi na większą swobodę w indywidualnej konfiguracji sterowania (oprócz odwrócenia osi Y). Trochę pomaga tu oczywiście Pro Controller 2 i możliwość dowolnego zmapowania tylnych przycisków, niemniej szkoda, że nie przygotowano takiego rozwiązania w handheldzie, w którym to, w moim przeświadczeniu, Star Fox w krótkich sesjach sprawdza się zwyczajnie najlepiej.

Sterowanie urozmaicone z myślą o Nintendo Switch 2

Warto wspomnieć również o dodatkowych opcjach sterowania przygotowanych z myślą o drugim Switchu. W Star Foksa zagramy klasycznie (jeden gracz = jeden kontroler), ale możliwa jest również rozgrywka w niecodziennej kooperacji, gdzie dwoje graczy, wyposażeni w joy-cony, obejmą różne funkcje: jeden będzie sterował statkiem, a drugi strzelał do celów. Działa to bardzo fajnie, choć to raczej urozmaicenie dopasowane do rodzinnych sesji na niższych poziomach trudności, niż wartościowe uzupełnienie gameplayu. Twórcy przygotowali dodatkowo możliwość sterowania przy pomocy wykorzystania joy-cona jako myszki, w którym to obejmujemy kontrolę nad Arwingiem z widoku z pierwszej osoby. Ten wariant przypadł mi do gustu znacznie bardziej – jest trudniej, ale też zupełnie inaczej niż „normalnie”, przez co gameplay zyskuje dodatkową głębię. Niezmiennie mnie cieszy, że gigant z Kyoto przykłada tak dużą wagę do unikatowych możliwości swojego sprzętu – czuję wtedy, że moje doświadczenie korzystania z Switcha jest zupełnie inne od tego, co oferują mi inne konsole czy PC, o czym Star Fox również odpowiednio mi przypomniał.

Kampania, czyli wieloetapowa droga do Androssa 

No dobrze, ale skoro przyjrzeliśmy się samej rozgrywce, to przejdźmy do najważniejszego – kampanii. I tutaj mój odbiór jest już nieco bardziej mieszany. Kampania fabularna w Star Fox jest kropka w kropkę odwzorowaniem tego, co gracze znają już z pierwowzoru, czyli  miksem 7 misji, z czego ostatnia służy jako finałowe starcie z głównym złym. W misjach tych lwią część czasu sterujemy Arwingiem, ale zdarzają się również poziomy, w których obejmiemy kontrolę nad bojową terenówką (Landmaster) czy nawet łodzią podwodną (Blue-Marine). Zadanie zawsze jest proste – ofensywa, ochrona towarzyszy, czasem zniszczenie kilku konkretnych punktów przed upływem czasu. Oprócz klasycznych leveli, w których przemy do przodu, znalazły się również i takie, w których mamy możliwość przemierzania terenu w perspektywie 360 stopni, co znacznie dynamizuje starcia i wymaga większego niż wcześniej strategicznego podejścia (i, niezmiennie, zręczności). Na plus wypadają również pojedynki z bossami – w swoich założeniach proste, ale potrafiące zapewnić spory zastrzyk adrenaliny (szczególnie na płomiennej planecie Solar, gdzie oprócz dobrego zaplanowania ataków musimy również unikać destrukcyjnej lawy, co wymusza bardziej przemyślane manewry).

Zbyt duża wierność względem oryginału?

Niezbyt okazale przedstawia się jednak metraż. Średni czas potrzebny na ukończenie kampanii to około półtora godziny, z czego czas ten może zostać nieznacznie przedłużony, jeśli zdarzy nam się zaliczyć zgon czy dwa. Co prawda Star Fox, przez niejednorodną strukturę fabuły, wymaga ukończenia całości co najmniej trzykrotnie, jeśli chcemy zaliczyć każdy z 16 poziomów i odkryć prawdziwe zakończenie, ale nawet to nie gwarantuje zbyt wiele czasu spędzonego przed ekranem. I tutaj pojawia się najważniejsze zagadnienie, czyli wierność wobec oryginału. Bo i owszem, Star Fox nie obiecywał gruszek na wierzbie – gra od początku reklamowana jest jako ostateczna wersja oryginalnej gry – lecz czy w tym segmencie cenowym (50 USD w cyfrze, 60 w wersji pudełkowej, co daje blisko 220 zł) nie powinniśmy oczekiwać zwyczajnie czegoś więcej? Nie chce mi się wierzyć, że premiera oryginału w 1992 nie wiązała się z ucięciem zawartości, która mogłaby zostać w remake’u przeniesiona na nowy silnik; a nawet jeśli nie, to struktura poziomów w Star Fox jest na tyle prosta, że z łatwością dałoby się uzupełnić ją o nowe, podobne plansze. Możliwości zresztą nie trzeba było szukać daleko – Nintendo miało przecież do dyspozycji całą zawartość anulowanego przed laty Star Fox 2, który przed laty został dodany do biblioteki Nintendo Switch Online. 

Być może puryści, którzy nie dopuszczają do siebie możliwości przesadnej ingerencji w oryginał, nie zgodzą się ze mną, ale nic nie stało na przeszkodzie, by uzupełnić  klasyczny układ poziomów o kilka nowości. Nie tylko zaoferowałby one jeszcze więcej zawartości w ramach tej samej, wciągającej pętli rozgrywki, ale z pewnością zachęciłyby do zainteresowania się tytułem jeszcze szersze grono fanów, które na pierwszym Foksie wystarczająco zjadło już zęby. No, ale nic, mamy, to co mamy – czyli naprawdę kawał solidnego kodu z rodowodem arcade, uzupełniający dotychczasową bibliotekę NS2 o zupełnie nowe doświadczenie gameplayowe. Jeśli więc tego szukacie, Star Fox sprawdzi się jak znalazł.

Więcej nowości – rozbudowane lore, tryb wyzwań i multiplayer 

Nie znaczy to oczywiście, że nie uświadczymy tu kilku nowości, choć są one raczej drobiazgowe. Pierwszą jest Holoviewer, mała „encyklopedia”, odsłaniająca przed nami skrawki lore nt. bohaterów i świata przedstawionego. To ciekawe uzupełnienie, które z pewnością docenią najwierniejsi fani. Dla najwierniejszych fanów skierowany jest również tryb wyzwań, w którym to ponownie przejdziemy poziomy wchodzące w skład kampanii, próbując przy tym spełnić specyficzne, bardziej lub mniej dające w kość warunki – takie jak np. ukończenie levelu w mniej niż 3 minuty czy osiągnięcie konkretnej liczby celnych strzałów. Znajdą tu więc dla siebie wszyscy ci, którzy lubią „calakować” ukończone tytuły czy eksperymentować z mechanikami w celu jak najlepszej optymalizacji rozgrywki. Dużą nowością jest również całkiem przyjemny tryb multiplayer 4v4, w którym zagramy sieciowo lub w ramach Gameshare (w kompatybilności również z pierwszym Switchem). 

Rozgrywki sieciowe są nieco chaotyczne i mało zróżnicowane (mówimy tu o zaledwie 3 mapach z trzema różnymi trybami typu przejmij punkt, wyeliminuj wrogą bazę, chroń transportowany ładunek), ale… kurcze, skłamałbym, gdybym napisał, że nie bawię się przy nich całkiem dobrze. Prostota gameplayu i krótki czas (ok. 5 min na starcie) sprawiają, że multi w nowym Star Foksie to idealna zabawa typu pick up and play, dostarczająca sporo funu w ramach krótkich sesji (i zachęcająca przy tym do stałego szlifowania umiejętności lotniczych). Liczę, że Nintendo nie odpuści prędko wspierania tego trybui, bo aż prosi się o  cykliczne aktualizacje – 3 mapy na start to jednak dość rozczarowujący wynik, nawet jak na tytuł skupiony głównie na single player (a już szczególnie na tego typu remake, który, jakby nie patrzeć, musi uzasadnić na rynku swoją nie najniższą cenę).

Podsumowanie

Star Fox to stary lis, którego nie nauczono zbyt wielu nowych sztuczek. Dla wielu nie będzie to jednak problemem – jakby nie patrzeć, Nintendo celowało tu przede wszystkim w zaadaptowanie nieśmiertelnego rdzenia rozgrywki dla nowego pokolenia graczy, co z pewnością udało im się uzyskać. Dopracowana oprawa graficzna, świetna optymalizacja, rozbudowane cutscenki – a wszystko to w ramach tej samej, ale wciągającej jak zwykle kampanii. Przepis na sukces? To się jeszcze okaże, ale jako osoba niezaznajomiona wcześniej ze Star Fox zdecydowanie czuję się zachęcony, by śledzić dalsze losy tej serii (i raz na jakiś czas wracać do tytułu, aby pobijać własne rekordy w liczbie strzałów). Gra świetnie sprawdza się szczególnie w handheldzie jako towarzysz podróży ze względu na strukturę samej rozgrywki – czasem te kilka minut będzie wystarczające, aby ukończyć nowe wyzwanie czy przetestować kolejny manewr, dzięki któremu pokonamy nowy lub znany już poziom w jeszcze lepszym czasie. Podobną rolę spełnia raczkujące, ale obiecujące multi.

Mimo tego wszystkiego trudno jednak nie zauważyć, że N podeszło do tego remake’u dosyć cynicznie, stawiając przede wszystkim na sprawdzone rozwiązania. Jeśli więc szukacie gry, która zapewni wam rozbudowany tryb fabularny na kilkanaście godzin – cóż, nie jest to tytuł tego typu i Nintendo nie zależało, aby jakkolwiek zwiększyć skalę „szkieletu” znanego nam już od trzech dekad. Dobrze doszlifowano tu jednak to, co tak kochają fani, przywracając markę na salony i miejmy nadzieję, że remake Star Foksa to pierwsza jaskółka zwiastująca powrót tej serii na dobre, a nowe przygody – z jeszcze nieodkrytą, równie dopieszczoną zawartością – czekają już na graczy za horyzontem.

Ocena: 7/10

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *