Beta Call of Duty: Modern Warfare 4 pozytywnie zaskoczyła 

W ostatni długi weekend miałem okazję sprawdzić, co nowego słychać w kasowej serii Activision. Za sprawą otwartej bety MW4 dane nam było przekonać się na własnej skórze, co Infinity Ward szykuje po okrojonej z zawartości „trójce” oraz niezbyt dobrze przyjętej siódmej odsłonie Black Ops z zeszłego roku. 

Co mogliśmy sprawdzić podczas testów? 

W okresie bety, po raz pierwszy w historii serii, udostępniono nam do ogrania jedną z misji kampanii. Samo jej sprawdzenie to jednak jedynie przedsmak przy trybie multiplayer, którym marka mocno stoi. Do dyspozycji mieliśmy takie warianty jak tradycyjny Deathmatch drużynowy, Dominacja, Zabójstwo potwierdzone, Umocniony punkt oraz Znajdź i zniszcz. Poza klasykami dane nam było sprawdzić kilka nowości, takich jak Kill block, Inflacja czy Przechwyt. Dodatkowo otrzymaliśmy świeże spojrzenie na Wojnę naziemną, a w ramach odskoczni – Tor mobilności

Kampania z prawdziwego zdarzenia 

Nowa kampania będzie opierać się na konflikcie z Koreą Północną, która w tym scenariuszu dokonała inwazji na Koreę Południową. Jako żołnierz armii amerykańskiej, u boku kapitana Price’a, zostajemy rzuceni w sam środek wydarzeń. W udostępnionej misji przypuszczamy atak na oddziały wroga w fikcyjnym mieście Hajin, by odbić strategiczny punkt w postaci elektrowni atomowej. 

Czuć, że gra wraca do sprawdzonej formuły, którą ostatni raz widzieliśmy w drugiej odsłonie nowożytnego Modern Warfare czy drugowojennym Vanguardzie. Mamy tu prostą ścieżkę – wiemy, gdzie podążać i co zrobić, by popchnąć akcję do przodu. Nie brakuje masy skryptów i hollywoodzkich scen, znanych z największych akcyjniaków. Materiały promocyjne zapowiadają co prawda nieco bardziej mroczny klimat i przemieszczanie się po zniszczonych, opuszczonych miastach, ale żeby się o tym ostatecznie przekonać, musimy poczekać do premiery. 

Widać, że wydawca i twórcy ewidentnie starają się udobruchać fanów kampanią nie silącą się na eksperymenty – nie uświadczymy tu otwartości misji z MW3, kompletnego szaleństwa z BO6 (gdzie każda misja mogłaby być inną grą) czy obowiązkowej kooperacji z BO7. Udostępnienie fragmentu singla już na etapie bety mocno to podkreśla. 

Multiplayer 

Tryb wieloosobowy to prawdziwe serce każdej odsłony, przy którym gracze corocznie spędzają setki godzin. Po ograniu bety czuć, że stanowi on ukłon w stronę starych fanów. W Black Ops 6 z przed dwóch lat wprowadzono do serii prawdziwą rewolucję w postaci Omnimovementu, który mocno wpłynął na system poruszania się. Poprzez usprawnienie i upłynnienie masy animacji mogliśmy dużo swobodniej pokonywać przeszkody czy wspinać się po drabinach, a przede wszystkim dodano system rzutów w każdym kierunku oraz bieganie na boki i do tyłu. Całość mocno dynamizowała rozgrywkę, nawet pomimo nieco wolniejszego time-to-kill względem Modern Warfare 3. Niestety, w zeszłorocznym Black Ops 7 wajchę przesunięto jeszcze dalej – dodano odbijanie się od ścian i mnóstwo mocnych gadżetów. Gra mocno przy tym przyspieszyła, co nie dla każdego było strawne. 

W nowym Modern Warfare, Infinity Ward postanowiło zaczerpnąć tylko wybrane elementy z tego systemu, nie odchodząc od własnego stylu. Mamy płynne interakcje z otoczeniem i swobodny obrót w pozycji leżącej, ale biegać możemy już tylko prosto, a rzuty na boki zastąpiono wślizgami i padaniem do przodu. Wraz z odpowiednim balansem gadżetów, perków i map daje nam to formułę niemal klasyczną – przypominającą leciwe MW2 z 2009 roku. Po niesmaku związanym z ostatnim Black Opsem to niezwykle odświeżające doświadczenie. 

A jak gra się w poszczególne tryby?  

O klasycznych trybach nie ma co się rozpisywać, każdy kto grał ma swój ulubiony, i jak wspomniałem przy obecnej rozgrywce, stary dobry deathmatch drużynowy sprawia ogromną frajdę. Z nowości Kill block to ciekawa alternatywa dla fanów zabawy bronią. 10 graczy na 10 dostaje taki sam, losowy ekwipunek na rundę. Każdy ma jedno życie i wyłączoną regenerację zdrowia, a starcie trwa do wyeliminowania przeciwnej drużyny. Jeśli jednak gracze nie kwapią się do agresywnej gry, po pewnym czasie na środku mapy pojawia się flaga – jej przejęcie daje automatyczne zwycięstwo. To bardzo sympatyczne połączenie taktyki z czystą rozrywką. 

Innym świetnym trybem jest Inflacja. Każdy startuje z 10 000$ na koncie. Po zabiciu wroga wypada z niego gotówka, którą może zebrać każdy. Pula rośnie, a starcie świetnie się rozkręca, tym bardziej. że procent traconej przy śmierci kasy z czasem się zwiększa. Gdy gracz zgromadzi znaczny majątek, zostaje oznaczony na mapie, a końcówka to dosłownie walka o ostatnią torbę z pieniędzmi. Naprawdę przyjemna wariacja do trybu Zabójstwa potwierdzonego. 

Ostatnia nowość wśród trybów 6 na 6 graczy to Przechwyt – tryb polegający na podniesieniu aktywatora, zaniesienie go do nadajnika i obronie nadajnika przed wrogami. Losowość lokalizacji, odczuwalny chaos i brak poczucia „przeciągania liny” nieszczególnie przypadły mi do gustu, choć na plus zapisuję możliwość rzucania aktywatorem przed siebie lub do sojusznika. 

Wojna naziemna pojawiała się w przeszłości w trochę zbliżonej formie przypominającej Warzone, lecz najbliżej jej do standardowych starć w serii Battlefield. Dwie drużyny po około 20 graczy walczą na rozległej mapie, usianej trzema punktami do przejęcia oraz pojazdami. Działamy w 4-osobowych oddziałach, co wymusza lepszą współpracę i pozwala na odradzanie się przy kompanach. Nie zabrakło spadochronów do sprawnego opuszczania wysokich budynków, a akcje typu odrodzenia u boku kampiącego snajpera i zlot na niższy dach w celu Infiltracji, to tu chleb powszedni. W porównaniu do zeszłorocznej odsłony zrezygnowano z wingsuitów i power-upów, dzięki czemu rozgrywka przypomina tradycyjną dominację w skali makro. Naprawdę dobra odskocznia od standardowych potyczek na 12 graczy. 

Ostatnią ciekawostką jest Tor mobilności, nawiązujący do kultowych misji treningowych z pierwszych odsłon MW. Kładzie on ogromny nacisk na płynność poruszania się, co świetnie uwydatnia Omnimovement – przypominało mi to nawet legendarny tor treningowy z Titanfall 2. Mapy mają lekko parkourowy sznyt, a tarcze strzeleckie służą bardziej jako sposób na „urywanie” ułamków sekund niż niezbędnikiem w uzyskaniu dobrego czasu. Kapitalnym dodatkiem jest opcja ścigania się w grupie znajomych, dzięki czemu tryb ten zyskuje potencjał świetnej gry imprezowej w ramach tej serii. 

Jak gra się w Call of Duty na Nintendo Switch 2? 

Po blisko 13 latach seria wraca na sprzęt Nintendo, po fiasku Wii U, które dostało jedynie Black Ops 2 i Ghosts. Natomiast za czasów pierwszego Switcha seria opuściła już PS3 i X360, a w przygotowaniu był nowy silnik serii. Dopiero Switch 2 okazał się w zasięgu Activision. Dodatkowo jest to pierwsza od 14 lat gra z serii, w którą możemy zagrać w formie przenośnej (nie uwzględniając odsłon na telefony). 

Osobiście ogrywałem betę głównie na Xbox Series X i tam nie było na co narzekać – stała płynność oraz ostra, szczegółowa grafika trzymają poziom od lat. Jak to jednak wypada na S2? Lekko nie jest, ale zacznijmy od plusów. Mamy tu konwersję jeden do jednego, co nie zawsze było standardem przy portach na słabsze konsole. Dostępna jest pełna kampania oraz wszystkie tryby multi. Dano graczom opcję celowania ruchowego (żyroskopowego) – które pozwala doprecyzować celownik, a naturalne dociąganie celownika na głowę wroga poprzez ruch pada sprawdza się tu genialnie. Dodano też wsparcie trybu myszkowego, gdzie jeden z Joy-Conów przybiera postać komputerowej myszki, świetnie się sprawdza jako alternatywa w postaci podpięcia myszki i klawiatury w przypadku konsol Sony i Microsoftu. 

Co do wydajności wizualnej – nie jest kolorowo, choć w trakcie trwania bety wprowadzano dynamiczne poprawki. W kampanii mamy dość sztywne 30 FPS i przyzwoitą oprawę. Oberwało się co prawda teksturom oraz detalom na dalszym dystansie, ale rozdzielczość i ogólną stabilność trzeba pochwalić (choć granie w CoD-a w 30 klatkach bywa nieco dziwne, jednak standard 60 klatek na konsoli był od pierwszego MW, a i nawet odsłony na Wii potrafiły ten standard trzymać). W multiplayerze – z wyjątkiem Wojny Naziemnej – celowano w 60 klatek. Na początku bety stabilność mocno kulała (zwłaszcza w trybie handheld), ale ostatnia aktualizacja wyeliminowała większość zacięć. 

Niestety, płynność okupiono potężnymi cięciami graficznymi. Rozdzielczość i szczegółowość grafiki poszły pod nóż do tego stopnia, że gra wydaje się momentami pokryta warstwą błota. Nie odczuwa się tego przez cały czas – ostatecznie to wciąż ta sama, diabelnie wciągająca rozgrywka – ale widać, że przy optymalizacji niektórych map po prostu poszło się na skróty. Mimo wszystko, port na Switcha 2 to doskonałe, nowe otwarcie na platformach Nintendo. Mam szczerą nadzieję, że przy następnych odsłonach deweloperzy jeszcze lepiej okiełznają moc drzemiącą w tej konsoli. 

Podsumowanie 

Najnowsze Call of Duty to udana próba nie zatracenia charakteru Modern Warfare, mądrze czerpiąca rozwiązania z ostatnich odsłon Black Ops. Jako osoba regularnie grająca w nowości trafiające do Game Passa, trochę ubolewam nad brakiem MW4 w abonamencie na premierę. Beta zrobiła mi jednak potężny apetyt. Ta odsłona zapowiada się naprawdę mocno! Premiera już 23 października. 


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *