Yoshi, czyli sympatyczny, zielony dinozaur o zawadiackim uśmiechu, to jedna z najpopularniejszych postaci sygnujących konsole Nintendo. I choć nadal możemy go podziwiać na ekranach wybranych kin w „Super Mario Galaxy”, a sam wizerunek Yoshiego swoją popularnością depta po piętach samemu wąsatego hydraulikowi, na kolejną pełnoprawną grę z zielonym dinozaurem przyszło nam sporo poczekać. „Yoshi and the Mysterious Book”, najnowsza produkcja z udziałem zielonego jaszczura, ukazuje się ekskluzywnie na konsolę Nintendo Switch 6 siedem lat po ostatniej, dosyć ciepło przyjętej odsłonie „Yoshi’s Crafted World”. I choć w przypadku „Tajemnej Księgi” również mamy do czynienia z tytułem skierowanym przede wszystkim do najmłodszych graczy, developerzy z Good-Feel wypracowali tu naprawdę świeżą i zaskakująco głęboką formułę rozrywki. Najnowszy Yoshi nie jest bowiem platformówką, a grą stawiającą przede wszystkim na szalenie wciągającą eksplorację, co okazało się strzałem w dziesiątkę.
Yoshi: Między wierszami tajemniczej księgi
Fabuła, jak to w wielu podobnych grach od wielkiego N bywa, jest prosta i pretekstowa. Pewnego dnia na wyspę Yoshich spada pokaźna, gadająca księga, która prosi nas, o pomoc w odczytaniu swojej tajemniczej zawartości. Wędrujemy więc po stronicach tomiszcza, odkrywając przy tym nieznane światy i poznając kolejne, bliżej nieznane istoty, zapełniając przy tym bestiariusz licznymi znaleziskami. Po drodze, oprócz odkrywania kolejnych sekretów, przyjdzie nam zmierzyć się również z Bowserem Jr. i towarzyszącym mu Kamekiem, pragnących wykorzystać zawartość książki do odnalezienia mitycznego Bewilder Bird.

Nie platformówka, a cozy gra eksploracyjna
Muszę przyznać, że początkowo nie byłem przekonany do samego konceptu. Jeśli bowiem spojrzymy na kolejne strony w najnowszym Yoshim jako szybkie do odhaczenia poziomy, to możemy poczuć rozczarowanie – każdy z podrozdziałów, w którym odkrywamy nową istotę i unikalną dla niej mechanikę, zajmuje bowiem nie więcej niż kwadrans, a gameplay – na pierwszy rzut oka polegający wyłącznie na skakaniu i „parciu w prawo” (mamy tu do czynienia z widokiem side-scrollowym) nie sprawia żadnego wyzwania. Jasne, „Yoshi and the Mysterious Book” ma przy tym bardzo charakterystyczną, stylizowaną oprawą graficzną i dużo typowego dla gier Nintendo uroku, ale przez pierwsze dwie godziny trudno mi było pozbyć się wrażenia, że jest to tytuł wybitnie uproszczony, w którym starsi gracze nie mają czego szukać. Tym bardziej, że gameplay nie przewidział nawet żadnej formy kooperacji. Pierwsze zetknięcie z tytułem, choć przyjemne, sprawiło, że szybko zaklasyfikowałem w swojej głowie nowego Yoshiego jako luźny, niezobowiązujący tytuł, który można od niechcenia odpalić między innymi, bardziej absorbującymi grami. Lecz podczas drugiego podejścia zdałem sobie sprawę, że to nie z samym tytułem było coś nie tak. Ja po prostu… źle w tę grę grałem.
I nie chodzi tu o banalną refleksję starszego (no, może nie tak znowu starszego) gracza, który z czasem nauczył się doceniać prostotę i urokliwość kolorowych, kojących, zaprojektowanych z myślą o dzieciach światów. Chodzi o cel i projekt samej rozgrywki. Bo i owszem, dotarcie do napisów końcowych w „Yoshi and the Mysterious Book” nie sprawia żadnego wyzwania – levele skonstruowano w taki sposób, że dalsza droga od samego początku jest klarowna, platforming w 2D jest bardzo statyczny, a walk z przeciwnikami tu jak na lekarstwo; a nawet, gdy już się pojawią, to nasza główna postać nigdy nie może zginąć. W Yoshim nie chodzi jednak o to, by przeć do przodu, grę ukończyć i odłożyć ją później na półkę – to tytuł, który stale zachęca do eksplorowania unikalnych dla każdego poziomu mechanik i przechodzenia ich ponownie, aby odnaleźć wszystkie sekrety – czy to tutejsze znajdźki (w formie uśmiechniętych stokrotek), czy kolejne wpisy w tytułowej księdze dot. egzotycznej fauny. I dopiero wtedy, gdy oddacie się niespiesznym myszkowaniu po kątach, rozgrywka zacznie odkrywać przed Wami swoje prawdziwe rumieńce.

Bestiariusz tajemniczych stworzeń
A na czym to wszystko polega? Główna fabuła została podzielona na sześć rozdziałów po sześć poziomów, w których odkryjemy sekrety łącznie 36 unikalnych istot. Każda z nich posiada inny gameplayowy gimmick, ułatwiający nam eksplorację danego terenu. Dzięki, dajmy na to, „chmurce” łatwiej wzbijemy się w powietrze, kwiat pomoże przywrócić dawne kolory roślinom i na nowo wyrosnąć z ziemi drzewom, a ślimak ze skorupą przywodzącą na myśl deskorolkę pomoże nam (tak, dobrze zgadliście!) skate’ować po terenie czy surfować po falach. Gdy już ukończymy zasadniczy cel każdego z poziomów (odnajdziemy np. wszystkich zagubionych Shy Guyów czy wespniemy się na sam szczyt korony dużego drzewa), gra zapyta nas, czy chcemy nadal go eksplorować, czy przejść do następnego. Jeśli wybierzemy to pierwsze, rozpocznie się lizanie ścian i szukania tajemniczych przejść, które są w najnowszym „Yoshim” całkiem sprytnie poukrywane. Aby odkryć wszystkie tajemnice „Mysterious Book”, będziemy zmuszeni skrupulatnie opanować umiejętności każdego z poznanych przyjaciół (ważne – możemy również nadać im imiona), a w dalszej fazie gry – łączyć ich umiejętności ze sobą. Zagadki środowiskowe, jakie przy tym napotkamy, nie będą nigdy przesadnie trudne (mimo wszystko „Yoshi and the Mysterious Book” to tytuł przeznaczony dla najmłodszych) ale rzadko zdarza się, by były oczywiste. Mimo wszystko zdecydowanie nie jest to gra logiczna; myślcie o poziomach w nowym Yoshim bardziej jak o miniplacach zabaw, w którym naszym największym przyjacielem i przeciwnikiem zazwyczaj będzie prosta fizyka.

Stylizowana oprawa audiowizualna
Gameplay całkiem zgrabnie łączy więc niespieszny platforming i eksplorację – rozgrywka jest do tego stopnia bezstresowa, że nowego Yoshiego śmiało można określić mianem „cozy game”. O komfort ducha dba tutaj również oprawa audiowizualna, płynna, kolorowa ze stylizowaną na dziecięce lektury grafiką. Całość, co ciekawe, chodzi na silniku Unreal Engine 5, a że mamy do czynienia z tytułem 2,5D, ciężko przy tym sprawić, by nasz Switch 2 dostał zadyszki. Byłbym nawet skłonny założyć, że gra przy odpowiedniej optymalizacji z łatwością uruchomiły się również na pierwszym Switchu, ale hej – NS2 zbliża się do pierwszej rocznicy, trzeba więc szybko budować bibliotekę exclusive’ów. Generalnie „Yoshi and the Mysterious Book” wygląda bardzo dobrze, zwłaszcza w docku, choć przy bliższym przyjrzeniu się postaciom – szczególnie w handheldzie – można czasem zauważyć niedoskonałości w projekcie postaci i ich sprite’ów. Całość okraszono tez naprawdę przyjemną w odbiorze muzyką, choć zabrakło mi tu nieco bardziej rozbudowanego repertuaru; niektóre z bardziej chwytliwych melodii po prostu dosyć szybko stają się wtórne.
No dobrze, a więc odkrywamy sobie te stworki, kończymy rozdziały książki, uzupełniamy nasz bestiariusz – i co dalej? Eksploracyjny gameplay przeplatany jest też krótkim spotkaniami z Bowserem Jr. i Kamekiem w formie kilkuminutowych boss-fightów. Fajny element, ale poza jednym przykładem, jaki przychodzi mi teraz do głowy, starcia nigdy nie są zbyt zapadające w pamięć. Główna oś fabularna „Yoshi and the Mysterious Book” zamyka się tym samym w około 10 godzinach przyjemnego odkrywania kolejnych sekretów w otoczeniu gromadki kolorowych, dzikich stworków. Dla wielu graczy już to samo w sobie pewnie usprawiedliłoby zakup, tym bardziej że to jeden z pierwszych tytułów Nintendo wydanych o 10 USD taniej w wersji cyfrowej (czyli 60 USD w pudełkowej, 50 USD w cyfrze; wciąż sporo, ale wszyscy pamiętamy przestrzeloną cenę „Mario Kart World”…).

Zaskakująco rozbudowany post-game
Jednak prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy już na ekranie przelecą nam napisy końcowe. „Yoshi and the Mysterious Book” ma bowiem zaskakująco rozbudowaną zawartość post-game. Po ukończeniu fabuły gra odkrywa przed nami kolejne rozdziały pełne nowych poziomów i wyzwań, a ponadto w tych ukończonych zaczyna pojawiać się nowa, niedostępna wcześniej zawartość. I nie będzie przesady w stwierdzeniu, że dodatkowy content – wyłączając tu dążenie do odkrycia 100% tajemnic – oferuje praktycznie drugie tyle zabawy, co kampania główna. Dodatkowo twórcy zadbali o to, by zachęcić nas do maksowania wszystkich poziomów; po pierwszym ukończeniu uzyskujemy dostęp do dodatkowych parametrów, np. znacznika procentowego (wskazującego, ile mniej więcej sekretów czeka nas jeszcze na konkretnej mapie) czy miernika powierzchniowego, który podpowie nam, czy dodatkowych „smiley flowers” szukać bardziej w dole, czy w górze mapy. To fajny ukłon w stronę łowców znajdziek, którzy zdecydują się zwiedzić wszystkie strony „księgi” w celu odkrycia wszystkiego, co gra ma do zaoferowania. No i, przede wszystkim, to super mechanika dla najmłodszych, dla których „Yoshi” może być pierwszą tego typu przygodą.
Choć ciężko spodziewać się, by nowy „Yoshi” cieszył się przesadnie dużym zainteresowaniem dzieci, przynajmniej w naszym kraju. Niestety, jak to u Nintendo już bywa, tytuł nie został zlokalizowany na język polski, co w grze tak mocno opartej na eksploracji stanowi dla najmłodszych dosyć dużą przeszkodę. Super byłoby, gdyby „Mysterious Book” doczekał się polonizującej łatki, ale ciężko przewidzieć ruchy dużego N na naszym rynku – tym bardziej po tym, gdy szalenie popularna „Pokopia” nadal nie doczekała się tłumaczenia.

Podsumowanie
Całościowo „Yoshi and the Mysterious Book” to naprawdę zaskakująco rozbudowana gra eksploracyjna, która skrywa w sobie o wiele więcej, niż z początku można by się spodziewać. Choć Nintendo zdaje się promować tytuł bardziej pod kątem platformowym, warto mieć na uwadze, że sam platforming jest tu jedynie środkiem do celu aniżeli rdzeniem rozgrywki. Ten skupia się na odkrywaniu umiejętności nowych stworków i odpowiednim używania ich, aby wpaść na każde z licznych, przygotowanych odgórnie przez twórców rozwiązań. Jeśli więc szukacie krótkiej platformówki dla najmłodszych, „Yoshi” raczej Was znuży. Jeśli jednak jesteście skłonni poświęcić nowej grze od Good-Feel trochę czasu, jestem prawie że pewien, że głębia pozornie prostej rozgrywki wynagrodzi Wasze zaangażowanie z nawiązką. Cieszy, że biblioteka Switcha 2 została rozbudowana o tak unikatowy tytuł i że Nintendo konsekwentnie nie boi się eksperymentować ze swoimi najpopularniejszymi markami, raz za razem odkrywając przed graczami kolejne, świeże formuły rozgrywki.
Ocena: 8/10






